KWIECIEŃ
Rok A
Bolesną jednak była dla mnie wiadomość o zmianach zaszłych w dawnej kapelani ś.p. ks. Tołowińskiego. – Musieliśmy ciężko zgrzeszyć, jeżeli Bóg usuwa od nas rozdawnictwo łask swoich. [L 72 – do rodziny; Ussole, 06.1865]
Muszę teraz przeprosić Cię, Ojcze drogi, za natarczywość, z którą domagałem się listu od Ciebie; stałem się powodem bolesnych wspomnień, ale po wypadkach ze mną zaszłych, była ta potrzeba wiadomości od Ciebie tak naturalną! – Zdrowie moje dobre, skończyłem swoje kąpiele mineralne, a dzisiaj jużem zaczął kąpiele w Angarze. [L 72 – do rodziny; Ussole, 06.1865]
Z listu Papy mogę wnioskować, że Juraś zawsze głodem się morzy. Mam tu uczennicę, córkę mego kolegi pobytu, z całkiem podobnym usposobieniem i co dzień walczę trochę z nią i jej matką, stojącą w jej obronie. [L 72 – do rodziny; Ussole, 06.1865]
Dla uporządkowania warunków w naszym własnym więziennym kółku starano się dokładać wszelkich starań, aby w stosunku wzajemnym, towarzyskim zachować się mogła jedność i zgoda. Ten warunek bardzo starannie przestrzegano i dla nadania rzeczy bardziej poważnej cechy ułożono rodzaj statutu, w którym pewne przepisy do zachowania były podane. Wybierano starostę, radnych, sędziów przez głosowanie. [W 164]
Utworzono wspólną kasę, do której na razie każdy winien był złożyć 10% z tych pieniędzy, co posiadał, a na przyszłość pewien datek składać z otrzymanych pieniężnych przesyłek. Służyła kasa wspólna do zaopatrywania potrzeb tych, którzy byli pozbawieni wszelkich środków osobistych. Kuchnia była wspólna, jeden z wygnańców podejmował się kucharstwa, co wielką było zasługą wobec niemałych dokuczliwości zeń płynących. Obiad bardzo skromny, na wieczerzę jedna lekka potrawa. [W 164]
Pókiśmy razem zostawać mogli, rano i wieczór wspólna modlitwa, odmawiana pod kierownictwem jednego z księży. Kapłanów było kilku: […] Pomocy więc duchowej nam nie brakło, dopóki nie postanowił rząd wszystkich księży zebrać w jedno miejsce, do Tuńki. [W 164-165]
Na pomocy zaś duchownej o tyle, o ile nam niesionej przez nich, nam niemało zależało. Potrzebę takowej pomocy nie mógł rozumieć rząd w państwie, w którym, jak w Rosji, obrządek religijny zależny od widzimisię władzy świeckiej. Stąd w tym obrządku uczęszczanie do Sakramentów w ciągu roku oprócz świąt wielkanocnych prawie żadne, na zewnętrzne zaś pozory uwaga całkiem zwrócona. [W 165]
Opatrzność jednak w niezmierzonej swej dobroci nie zostawiła nas samotnych. Ks. dziekan Stulgiński, nie pamiętam, dla jakich przyczyn, zostać musiał w Usolu. Kto zatem chciał, mógł korzystać. Szczególnie chorzy przed zejściem ze świata, a było ich kilku, ratunek sakramentalny otrzymać mogli. Wspomniany ks. dziekan nosił ubranie świeckie, w rodzaju czamarki, zapuścił wąsa, w ruchach był żwawy, twarzy wesołej i przy całej swej pobożności i szlachetności charakteru i zacności, nie zważając na swój wiek, liczył blisko lat 50, nie wyglądał bynajmniej na osobę duchowną. […] Odznaczał się rzadką dobrocią, uczynnością, towarzyskością stateczną. [W 165-166]
Oprócz niektórych dni, poświęconych robocie przez rząd wymaganej, i pewnych godzin, które trzeba było spędzać według porządku ustalonego na opędzanie potrzeb domowych: […] można było czas obracać według potrzeb lub upodobania osobistego. Niektórzy oddawali się pracy ręcznej, inni, choć tych zaledwie kilku było, udzielać mogli nauki dzieciom z rodzin wygnańczych. Kto mógł, oddawał się czytaniu. Książek było dość sporo pożytecznych: […] Wieczorem, kto umiał i chciał, bawić się mógł w warcaby lub szachy. [W 166-167]
W czasie letnim przechadzka po wyspie, niekiedy z książką, na świeżym powietrzu. Niekiedy rozprawy o polityce, o sprawach towarzyskich i w miarę jak się zdarzyć mogło, też o czymś z dziejów Kościoła. Zamieszania i wszelkich powodów do nieporozumień unikano, przeto życie wspólne płynęło biegiem równym i cichym. [W 167]
Na koniec sformował się wrzód, przy pomocy dra Trzaskowskiego i Jasia Świdy wybrnąłem z tej biedy i zarzekłem się mięć do czynienia z wrzątkiem, chociaż właściwie winą była moja niezgrabność, a później niedbalstwo. – Nic jednak nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. Przy wrzodzie uwydatniło się niezdrowe usposobienie całego organizmu, które teraz poprawiam mało mi dotąd znanym lekarstwem: wódką i piwem, i dzisiaj doszedłem już do świetnych rezultatów. Przy tym wszelka choroba ma tę zaletę, że czyni zdrowie milszym, po powrocie więc do niego doznaję wcale miłego usposobienia. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Wielu tylko często mię martwi swoją obojętnością w rzeczach wiary; pocieszam siebie tym, że sam byłem nie lepszym, bodaj nawet gorszym, nie tylko więc oni mnie tym nie odstręczają, ale nawet pociągają. Jeżeliby mię odepchnięto – czym byłbym obecnie? [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
W modlitwach Waszych polecajcie Bogu niewierzących chrześcijan, – nie brak ich w Ussoli, chociaż doświadczenie i nieszczęścia powinne by były nawrócić serca do źródła pociechy, pokoju i miłości: do Boga i Zbawiciela naszego. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Czytałem ostatnimi czasy konferencje ks. Félix, osładzały mi one moją chorobę. Ileż w nich znalazłem natchnionej prawdy, stosowanej do wszelkiego stanu. – Szczególnie zajęła mię część o wychowaniu, znalazłem w nich te myśli, na których, jeszcze w więzieniu, rozpatrując swą przeszłość, ustaliłem swój pogląd na przedwczesną samodzielność młodzieży, opuszczenie gniazda rodzinnego przed czasem, zobojętnienie stąd na pociechy ogniska domowego i szukania pociechy w niewłaściwych źródłach, skąd tyle nieszczęścia wylało się na naszą społeczność, a szczególniej na kraj nasz. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Otóż, kiedy Drogi Papo wspomniał mi o Olesiu, wołam do Was: trzymajcie go pod Waszym skrzydłem, aż póki duch i ciało się jego nie wzmocnią, aby świat nie zrobił z niego takiej ofiary, jak i z wielu z nas. Jeżeli kiedy szczególniej czuję się bezsilnym, to wtedy najbardziej, kiedy widzę, że nic nie mogę ani moralnie, ani materialnie dla młodszego rodzeństwa. Oby Bóg łaską zastąpił to, czego własna nasza praca wykonać nie w stanie. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Przerwano mi wezwaniem: panowie, po obiad postny! Dzisiaj piątek. – Mieliśmy kluski na mleku. Nie mogę przywyknąć do mojego lekarstwa przedobiadowego. Pół kieliszka już mi głowę zawraca, znajduję się obecnie w tym miłym usposobieniu. Ciekawym, czy Wiktor utrzymał się przy słowie danym mi w Wilnie, zaniechać tego lekarstwa obywateli wiejskich! [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Napastują mię ciągle wrzody, widocznie jest to choroba epidemiczna, bo wielu z kolegów cierpi na nie i daleko więcej, aniżeli ja, mają z nimi kłopotów. W sobie czuję się jednak zupełnie zdrowym. W przeszłym liście pisałem o zajęciach z córeczką jednego z kolegów, od czasu jednak mojego niedomagania musiałem je przerwać, z czego naprawdę rad jestem. – Pochłaniały mi one znaczną cześć dnia, odrywając mię od mojej teologii. – Wyznać jednak muszę, że ostatnimi czasy bardzom się rozhultaił, drugi tom Perrone ledwo przed kilku dniami zacząłem. – Brak mi dobrego przewodnika, daję sobie sam radę, jak mogę, ale nie zawsze skutecznie. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Usole utworzyło się z osady do robót tu skazanych przestępców. Dawniej warzelnie soli na wyspie należały do duchowieństwa, do sekularyzacji zaś dóbr duchownych zaczęła się tworzyć osada na samym lądzie, na brzegu Angary, teraz Ussole jest dużym siołem, liczącym do kilku tysięcy mieszkańców. Komunikacja z wyspą latem się odbywa na promie, – zimą zaś przez zamarzniętą Angarę. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Jest tu mała kapliczka katolicka; w ciągu mego tu pobytu raz tylko mieliśmy szczęście być w niej; słuchaliśmy Mszy Ś. i spowiadaliśmy się. – Radzi byśmy częściej mieć tę pociechę, ale tylko dwóch księży w Irkucku, a parafia ich na tysiące wiorst rozległa. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Korzystając z nauki ks. Felicjana, staram się co ranek duchowie łączyć się z Chrystusem Panem, i nieraz miewam chwile tak błogie, jak i wtedy, kiedym w Wilnie z kościoła Ś. Katarzyny coraz czystszym odchodził od Stołu Pańskiego. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Latem na wyspie mogłem znaleźć samotność, teraz tylko rano, kiedy śpią koledzy, spokój jest w koszarach i nie ma przeszkody w modlitwie; oprócz modlitwy nic nie mam, co bym ofiarował Panu Bogu, uważać ją mogę jako jedyny mój datek: pościć nie wolno mi, jałmużnę nie bardzo jest z czego dawać, do pracy sił nie ma, cierpieć i modlić się tylko mi zostaje. – Większych jednak skarbów nie miałem nigdy i nie chcę więcej. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Pieniądze, posłane przez Petersburg jeszcze nie otrzymane. Niech więc Was głowa nie boli o potrzebach moich całorocznych, a co będzie dalej, to nie ma się co martwić przyszłą biedą: „dość ma smutku i dzień dzisiejszy” powtarzam z Tomaszem à Kempis. – Proszę Was teraz tylko o przysłanie mi przed wiosną przyszłą nasion kwiatów i warzyw. Proszę jeszcze o książkę Piotr Skarga i wiek jego. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Ubawiła mię Mama opowiadaniem o młodzieńcu z przysłowiem: „Cóż począć, wola Boża”. Obyśmy wszyscy mogli z tym przekonaniem głębokim te słowa powtarzać. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
W tej chwili zwiastują nam wiadomość, że mają nas przenieść z wyspy na ląd stały, do opróżnionego domu Zarządzającego Warzelniami. Cieszymy się z tego, bo w jesieni, przed zamarznięciem, Angara całą wyspę zalewa, grozi zalaniem koszar, skąd wilgoć przy chłodzie kilkunastu stopni mrozu. Za tydzień mamy odbyć te przenosiny. Otóż i rozmaitość, której tu tak potrzebujemy. [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
Marynieczkę na teraz obdarzam tylko zwykłym uściśnieniem, również i Olka, który takim męskim charakterem się dopisał. Ręce pani Karoliny całuję, Józia błogosławię. – Teraz od Jurka czekam listownych własnoręcznych wieści. Poczciwą Marysię i pannę Paulinę serdecznie pozdrawiam. […] Polecam się modlitwom kochanego ojca Felicjana, i ks. Eymonta, i Was już, Najdrożsi moi Ojcze i Matko, pożegnać muszę, cisnąć do ust ręce Wasze i polecając się Waszemu błogosławieństwu. Syn Józef [L 73 – do rodziny; Ussole, 09.1865]
W skromności swojej, droga Pani, zapewne i nie przypuszczasz tego dobroczynnego wpływu, jaki na mnie od pierwszych chwil znajomości wywarłaś; uczucie moje dla Pani, nie jest tylko serdecznym przywiązaniem, ale też i niezatartą wdzięcznością. W Ciechocinku ogrzałyście mię obcego dla Was człowieka, serdecznością przyjęcia, stałyście się dla mnie wzorem: Ty, Pani Ludwiko, poświęcenia się i zaparcia się siebie samej, pani Karolina cierpliwości i łagodności w cierpieniu. [L 74 – do Ludwiki Młockiej; Ussole, 10/09.1865]
W chwilach krytycznych życia mego, myśl moja wywołuje Was obok z najdroższymi dla mnie osobami. Jeżeli wiele złego przez kobietę na ludzkość się wylało, to teraz, dzięki Wam, przez Was siłę i cnotę zdobywamy. [L 74 – do Ludwiki Młockiej; Ussole, 10/09.1865]
Z listów rodziców moich wiadomo zapewne Drogiej Pani szczegóły katastrofy, której uległem, podróży na wygnanie i samego tu pobytu. Bóg w miłosierdziu swoim podźwignął mię ze stanu niewiary właśnie wtedy, kiedy wkrótce miała nastąpić chwila próby i cierpienia, które bez wiary stają się albo drogą upadku, albo – co może jeszcze gorzej – pychy i wyrzutów Opatrzności. [L 74 – do Ludwiki Młockiej; Ussole, 10/09.1865]
Dzisiaj ogrzany uczuciem religijnym, w cierpieniu widzę pokutę za przeszłość, spokojnie patrzę w rzeczywistość, i w przyszłości światłą upatruję nadzieję dla siebie, we wszelkim położeniu, w jakim spodoba się Opatrzności mnie doświadczyć. [L 74 – do Ludwiki Młockiej; Ussole, 10/09.1865]
Zwracam na to uwagę drogiej Pani, bo ta strona we mnie była Pani niewiadomą; widziano mię zawsze niezadowolonym i porywczym do nowości. Zdaje mi się, że Pani upatrujesz we mnie drugą ostateczność teraz; być może, że nawet wzdycham do niej, ale takie usposobienie łatwo się nie zdobywa, a darmo rzadko się daje. [L 74 – do Ludwiki Młockiej; Ussole, 10/09.1865]