MAJ

Rok A


  1. Dla wprawienia nas do drobnych robót ręcznych założono warsztaty: stolarski, tokarski, ślusarski. Po uroczystym otwarciu chciano spróbować naszej zręczności. Los padł na mnie, lecz próba się nie udała. Dano mi siekierkę dla ciosania belki, siekierka się ześlizgnęła i nogę przecięła. Obecnym był generał-adiutant cesarza Roztowcew. Cóż za alarm się podjął! Zaprowadzono mnie do szpitala, […] Nadchodziły święta wielkanocne, […] Zostałem sam jeden i nigdym już w życiu bardziej pokutniczych świąt nie odbył. [W 71-72]

  2. Niejednokrotnie zdarzyło mi się od różnych osób słyszeć o pożytku z nakreślenia, acz pobieżnych, pamiętników o tym, co się widziało i doświadczyło w życiu. Posłużyć by to mogło jako kilka rysów do rzetelniejszego uwydatnienia życia w stosunku do własnego kraju, […] gdyż właściwie życie społeczne nie jest niczym innym, jak zbiorowym życiem jednostek. [W 35]

  3. Rzadko zaś komu życie ubiegłe okazać się może dodatnio i zadowolić potrzebę serca. Gdy jednak i to samo obrócić się da, za pomocą łaski Bożej, ku dobru, umyśliłem narzucić krótki rys pielgrzymki życia, biorąc na siebie postać pielgrzyma, kierowanego tu i ówdzie, bardziej przez różne zdarzające się przygody aniżeli rządzącego się jakąś myślą wytyczoną z góry. W imię więc Boże zaczynam. 10 września 1903. Klasztor Karmelitów Bosych w Czerny. [W 35]

  4. Urodziłem się w Wilnie, roku 1835 [1 września], w dawnym niegdyś dworku OO. Dominikanów, przy klasztorze i kościele Świętego Ducha tego zakonu, na ulicy Św. Ducha. Wychowanie odebrałem w Instytucie Szlacheckim, w tymże mieście Wilnie, przez rząd moskiewski założonym w dawnym Collegium XX. Pijarów, po zniesieniu ich zgromadzenia. […] Wstąpiłem do tego zakładu naukowego w dziewiątym roku życia. […] Instytut był zakładem zawartym i tylko w niedziele i święta wolno było rodzicom czy krewnym posyłać służbę po swych dzieci i bliskich dla wzięcia ich do domu. [W 37-38]

  5. Cały zarząd [Instytutu] złożony był z Polaków, którzy wobec nas chowali się wzorowo, aczkolwiek uczniowie sami nie zawsze potrafili ocenić ich pracę i były niekiedy bolesne nadużycia. Podobne dodatnie wrażenie zostawili i przechodni stali nauczyciele, między którymi byli [...] Francuzi, […] trzech profesorów Rosjan. Z tych ostatnich nie jaki Diesnicki i Wiedeński, nauczyciele języka rosyjskiego, w niczym żadnego zgorszenia nie dali, przeciwnie, szczególniej pierwszy, Diesnicki, bardzo roztropnie i uczciwie w stosunku do uczniów się zachowywał. Trzeci zaś to, M...ski, wykładał historię; z największym niedbalstwem rzecz swą prowadził, w rozmowach z uczniami, które sobie często pozwalał, niemało zepsucia do serc młodzieńczych rzucał, bardziej przez straszną lekkomyślność niż złość. Dawał się też przekupić, a za pieniądze też ćwiczenia nam w języku moskiewskim pisywał. [W 39]

  6. Najmilsze wrażenie sprawił nam profesor religii, o. Mokrzycki, zakonu oo. dominikanów, jeden z pozostałych w Wilnie kapłanów tego zakonu. Jego piękna, pełna wdzięku pobożnego postać i twarz, urok białej sukni zakonnej obudzały poczucie czci bojaźliwej i miłości. […] Krótko trwała pociecha nasza z o. Mokrzyckiego: za mowę mianą w dzień św. Jacka przy figurze tego świętego na przedmieściu Antokolskiem w Wilnie wywieziono go w głąb Rosji. [W 39-40]

  7. Jeszcze dzisiaj stoi mi przed oczami wóz olbrzymi z platformą na wierzchu; na niej stali osadzeni, z katem, który miał na rusztowaniu łamać nad ich głowami szablę, jako znak odebrania praw dawniej zwanego stanu rycerskiego. Cały ten ponury pochód z tym przerażającym wozem ciągnął wzdłuż ulicy Św. Ducha przed okny naszymi, z którycheśmy nań, acz dzieci, już z gorzkim uczuciem na władze rządowe a razem z głęboką trwogą i drżeniem spoglądali. [W 40]

  8. Próbowano zabierać dzieci rodzin żydowskich i pędzić je do Rosji, gdzie w szkołach kantonistów miano je kształcić na prawosławnych i do służby wojskowej pociągać. Własnymi oczami mogliśmy spoglądać na tłumy tej dziatwy pędzonej przez konwój żołnierzy. Obok biegły matki z hałaśliwym płaczem. Zaniechano jednak wkrótce podobnego nadużycia wdzierstwa do ognisk rodzinnych, bo też i szkoły owe upragnionego nie okazały. [W 41]

  9. W tak młodym wieku nie mogłem wówczas całości rzeczy pochwycić, lecz już odczuwał się nie dający pokonać się wstręt do odszczepieńca, metropolity Siemaszki, który się przeniewierzył i z kilku innymi biskupami unickimi oderwał od Kościoła św. na Litwie i w krajach do niej należących Unię Świętą [Unia Brzeska]. Ten odstępca nieszczęsny żył wówczas i mieszkał w Wilnie. [W 41-42]

  10. Kościół Św. Trójcy z monastyrem Bazylianów zamieniony został na cerkiew schizmatycką i monastyr osadzony czerncami, czyli mnichami prawosławnymi. Dzieckiem, na ręku służącej noszony byłem do zwłok trzech błogosławionych w tym kościele złożonych i po tylu latach zostało mi i dzisiaj wrażenie tych nawiedzin. […] To ognisko świętości, zamienione na jaskinię ciemnoty; tak przynajmniej ono się odbija na tle prawdy dziejowej, bez żadnego uszczerbku samych czerńców, którzy być może w dobrej wierze duchowi ciemnoty bezwiednie służą. Kościół pojezuicki, Św. Kazimierza, stał się również soborem prawosławia; spoglądać nań – to samo co serce samo ranić. [W 42]

  11. Zakony zniesione przemawiały pozostałymi swymi murami. Klasztor podominikański – więzienie, klasztor pomisjonarski – podobnież, pojezuicki – koszary wojskowe i inne, o których zamilczę. Wszystko wyżej podane, […] było księgą, której karty służyły za rodzaj apostolstwa na niwie ojczyzny, bez potrzeby głównej propagandy. [W 43]

  12. Myśl o nim jako o samowładcy, od skinienia którego życie zależnym było, w onych czasach ucisku Litwy i łącznej z nią Rusi wystarczyło do obudzenia trwogi. Wypadło razu pewnego być zawezwanymi do sali audiencjonalnej generała-gubernatora; spostrzegłem na ścianie mapę czy plan jakiś z podpisem: […] „Niech będzie według tego. Mikołaj”. Ileż myśli snuło się wówczas po głowie; wszak podobnym podpisem tyle wyroków zostawało potwierdzonych. [W 45]

  13. Dla przypodobania się carowi zachęcano nas do wstąpienia do wojska. Na biedę kilkunastu z nas, nie bardzo pewnych wyników próby egzaminacyjnej, zachęceni, iż łatwo otrzymają upragniony patent, gdy się na ochotników podadzą, zapisali się do liczby tych ostatnich i gorzko to później opłacać musieli. Szczególnie jednemu rzecz się nie powiodła. […] biedak musiał się zaciągnąć do pułku ułanów i czynem dowody swego poddaństwa złożyć. Bardzośmy los jego opłakiwali; był bardzo miły i kochany przez nas towarzysz; nazywał się Salmonowicz. [W 45-46]

  14. Wkrótce car się okazał i przechodząc wzdłuż rzędów doszedł do nas, tj. do 7 klasy, podzielonej na dwie grupy: […] w pierwszej byli ochotnicy do wojska, a w drugiej, gdzie nas było może zaledwie dwunastu, mających się oddać wyższym studiom. Mikołaj stanął wprost przed druga grupą; […] Surowym okiem na nas kilkunastu spojrzał i spytał dyrektora, co zamierzamy po ukończeniu nauk? - Gdy usłyszał odpowiedź o wyborze dalej się kształcić, głosem niezadowolenia, z naciskiem jakby rozkazu wyrzekł te słowa: […] „Dość już nauki, czas służbie się oddać”. […] liczyłem zaledwie lat 15. [W 46]

  15. Przedtem jednak, aniżeli prowadzić będę rzecz o sobie, kilka wyrazów jeszcze o naszym życiu w Instytucie. Uczęszczaliśmy wszyscy w dnie niedzielne i świąteczne na nabożeństwa do kościoła podominikańskiego Św. Ducha, który zamieniony został na kościół parafialny […] Po wywiezieniu o. Mokrzyckiego wkrótce ks. proboszcz Jakubowski objął obowiązek katechety i bardzo starannym się okazał i umiał pozyskać serce młodzieży. […] Pod względem więc religijnym nic nam nie brakowało, chyba tylko naszej dobrej woli. [W 47]

  16. Istniało za czasów pobytu w Instytucie Towarzystwo Św. Wincentego à Paulo. Panie tego towarzystwa po kwestę przychodziły do klas, a myśmy musieli mieć, każdy swą maluczką ofiarę. Braliśmy też udział w uroczystościach Bożego Ciała, odbywa się ta uroczystość z wielką powagą i wspaniałością. Procesja ciągnęła przez główniejsze ulice miasta, między którymi była ulica Niemiecka, przytulisko samego ludu izraelskiego. [W 48-49]

  17. Najbardziej zwracały władzę policyjne uwagę swą na duchowieństwo, które musiało się strzec ustawicznie, aby nie być pochwyconym za jaki bądź ustęp w kazaniu; inaczej czekał wyrok, bez przeprowadzania żadnego sądu wysłanie w głąb Rosji. Oddychało się niewolniczością. [W 49]

  18. Gdy znoszono ogniska, w których się poświęcano modlitwie, służbie Bożej, i pracom dla prawdziwego pożytku dusz, ogniska, z których się wydzielały przykłady cnót i ofiarność, a w miejsca tego zaczęło się szerzyć powietrze niezdrowe, nie mogła zmiana nie wywołać też i dotkliwych następstw; usposobienie młodzieńcze, bezwiednie, zarazę powoli chwytać musiało. O tyle przynajmniej, iż zło, stając się powszednim, przestawało wywoływać oburzenie, następnie zamieniało się w rzecz obojętną, a ostatecznie i do naśladownictwa zachęcać mogło. W tych warunkach zostawało Wilno, kiedy wypadło nam, po skończeniu nauk w Instytucie, miasto opuścić i przenieść się w nowe otoczenie. [W 50]

  19. Instytut Agronomiczny w miasteczku Hory-Horki, […] Pytał się każdego z nas, czybyśmy chcieli tam się udać. Brat mój wnet się zgodził, ja też przystałem, lecz bardzo chwiejnie i bardziej dlatego, że trudno byłoby naszemu ojcu nasz rozłączyć. A przy tym w tak młodocianych latach nie wiedziałem, co począć. Naprawdę zważywszy niektóre dane, powinienem był starać się o przyjęcie do seminarium duchownego w Wilnie. Iżem tego nie uczynił, znaczna część życia, a głównie lata młodego wieku połamały się na nieskładane części, stały się bez pożytku dla mnie i dla bliźnich i w marność się obróciły. [W 51]

  20. Towarzystwo młodzieży polskiej ukształtowało się bardzo solidarnie i dodatnio już w pierwszym roku naszego tam pobytu. Zawdzięczać to wypada kilku szlachetnym młodzianom, starannym, aby zachowana była jedność i dobre obyczaje. Do rozwoju pobożności mało rzeczy się przyczyniało. Był w prawdzie kościół parafialny i księża byli wzorowi; […] Brakło wpływu bezpośredniego i w życiu codziennym zostawaliśmy w zupełnym odosobnieniu od duchowieństwa. Nie bawiły w Horkach żadne rodziny obywatelskie lub jakie bądź inne, które by nadawać mogły barwę całości życiu na zewnątrz. [W 53]

  21. Kiedyśmy byli na drugim kursie, zaczęły nas władze zachęcać do brania udziału w zabawach towarzyskich. W trzech tylko wzięliśmy udział. Raz jeden u samego dyrektora i nie bardzośmy się mogli tam zbudować, drugi raz w fermie agronomicznej, należącej do Instytutu, gdzieśmy byli raczej widzami […] trzecia odbyła się w mieście Orszy. […] Było to w czasie zapust i zaproszono nas do kasyna na wieczór. Miało się zjechać na zabawę obywatelstwo okoliczne. Byliśmy też i tam tylko widzami i mogliśmy się przyglądać, jak w niektórych salach moc osób zasiadało do gry hazardowej […] Smutne się wyniosło z tego zebrania wrażenie. [W 54]

  22. Jeden krok błędny prowadzi za sobą podobny drugi. Dwa pierwsze lata, spędzone przeważnie na studiach nauk przyrodniczych i z nimi pokrewnych, przy dość starannej pracy, a przy tym w kole przyjaznej i uczciwej młodzieży, z pewnym pożytkiem dla rozwoju umysłu minęły. [W 55]

  23. Przewidywałem niemożność podołania pracy, do której widziałem się całkiem niezdolnym. Będąc bardziej obdarzonym zdolnościami do nauk oderwanych, do nauk realnych sił mi nie starczyło. Miłość własna niemały też w tym udział brać musiała. Nie miałem jednak zamysłu porzucać zaczęty zawód naukowy i jeżelim się zwrócił na inną drogę, pobudką do tego były więzy ścisłej przyjaźni z jednym z moich bliskich krewnych. […] Zwierzyłem się z tym przed najlepszym mym śp. ojcem i uzyskałem pozwolenie. Gdy dzisiaj zważam tę rzecz, nic innego nie mogę wyrzec, chyba żem dobrowolnie z deszczu poszedł pod rynnę. [W 56]

  24. W ogóle wszyscy kształcili się nie dla pracy w kółku rodzinnym swojskim i nie na korzyść własnego kraju, lecz wyłącznie zasilali Rosję. W owych czasach nie zadawano sobie trudu do rozważania tych smutnych następstw. Powodzenie zaś materialne osób, które na tę drogę się rzuciły, nie mogło nie zachęcać drugich, szukających nauki, a nie mających już pod ręką, jak było przedtem, wyższych zakładów w rodzinnym kraju. Do tych ostatnich i siebie dołączyłem i wyruszyłem w podróż. [W 58]

  25. Do Szkoły Dróg i Mostów, dla braku miejsca, odmówiono przyjęcia, do czego zresztą poprzednio byłem przygotowany. Trzeba było zwrócić się do Szkoły Inżynierii Wojennej […] Stanęliśmy w gmachu inżynierii i dyrektor szkoły, generał inżynierii Łomnowski, zapytał nas, czyśmy nie zmienili naszego zamiaru wstąpienia, […] Wyznaję szczerze, o małom co nie był gotów mój zamysł porzucić, tak mi wszystko wstrętnym i przerażającym się okazywało. Niepodobno mi jednak było zmienić stanu rzeczy i dając odpowiedź dyrektorowi przyzwalającą, czyniłem to z tak wielkim cierpieniem wewnętrznym, jakbym siebie na najcięższą niewolę skazywał. [W 59, 63]

  26. Nauki były wykładane starannie. Nie zapomniano też i o katechizmie. […] Egzamina [wstępne] wszystkim nam czterem się powiodły. Miałem tylko niemało kłopotu z odpowiedzią na pytanie, dane mi przez ojca Stankiewicza, dominikanina, nauczyciela religii: „Czy nie należący do Kościoła św. mogą być zbawieni?” Obecnymi byli sami schizmatycy, generałowie i oficerowie wyższej rangi. Widząc moje zakłopotanie, sam Ojciec Wielebny tę zagadkę rozwiązał, lecz jak się wywiązał, nic nie pamiętam. [W 62]

  27. Nasamprzód wspomnę o Wincentym Gortkiewiczu, z tego co i ja Instytutu wileńskiego. […] Później wrócił do Petersburga i skończył życie w domu obłąkanych w bliskości stolicy. […] Drugim uczniem był Karol Jelski. […] przypuszczalnie pochłonęła go służba rządowa. Trzecim był Alf Wrześniowski, […] skończył i Alf żywot swój ziemski w domu obłąkanych pod Berlinem, dokąd go dla ratunku wysłano. Byłem w Irkucku kiedy mnie o tym zawiadomiono. Ciężką żałobą okrywało serce i bardziej niż niedola wygnania ciążyły te wypadki; i dzisiaj ciążą, patrząc na smutne ofiary losu jednostek naszego narodu. Nie są one ostatnie, będą jeszcze – jak o tym później – i inne. [W 59-61]

  28. Niewiele kosztowało zastosowanie się do porządku i znoszenie rygoru karności wojskowej. Karność ta ku dobru służyła. […] Chcę mówić o przewadze którą udzielono dwom starszym klasom nad dwoma klasami pierwszymi. Tłumaczyły sobie władze potrzebę tolerowania tej przewagi przez wzgląd na łatwiejsze wdrażanie młodszych uczniów do karności. […] Wprawdzie wszelkiej narodowości młodzież ma w sobie oznaki pewnego barbarzyństwa i popęd do samowładztwa nad młodszymi od siebie, z tą różnicą, że te popędy uważały się na przykład w Instytucie w Wilnie za nadużycia karygodne, władze nie pożytkowały nigdy z tej ujemnej strony natury ludzkiej dla swej wygody. Pożytkowanie zaś uprawiane wywoływało rodzaj powietrza zaraźliwego, którym wypadało oddychać. [W 63]

  29. Dozorowanie było niezmiernie ścisłe, nawet drobiazgowe, ale pożyteczne i, muszę to przyznać, zbawienne. Zapewne raziło niekiedy sztywnością i chłodem, szkody jednak przez to nie przyniosło, przeciwnie, w ustawicznej utrzymywało czujności. [W 66]

  30. Każdy z nas musiał po stopniach katafalku wstępować aż na wierzch, ku trumnie, i tak żegnać nieboszczyka [cara Mikołaja]. Nie było możebne od tego się wyzwolić. Wstąpić musiałem, choć żegnać, nie żegnałem: uderzyły mię tylko rysy twarzy, jakby sztucznie podrabianej. Smutne jednak wszystko to razem sprawiało wrażenie. [W 69]

  31. Daleko od szczerości do otwartości w rozmowie i pożyciu; szczerym być mogę i powinienem być z każdym, otwartym zaś mogę być z bardzo bliskimi i wybranymi osobami. Przy tym otwartość potrzebuje koniecznie wzajemnej otwartości i dlatego wymaga koniecznie wspólnych sympatii, niektórych wspólnych zasad i wzajemnego pobłażania, bez czego otwartość będzie wydawać się lub śmiesznością i wadą towarzyską, lub też nudzić wybranego subjekta. [L 1 – do Wiktora Kalinowskiego; 11.1856]