STYCZEŃ
Rok A
Obóz nasz wędrowny składał się z paręset osób. Obraliśmy na starostę Bolesława Morgulca […] Każdy z nas, co mógł, złożył na utworzenie kasy na potrzeby wspólne. Nabyto wózek dla słabych i zaopatrzono się w potrzebne rzeczy dla chorych. Dzięki przyjaznej uczynności i wyrozumieniu oficera, który był wówczas komendantem konwoju, żadnej przykrości ani przeszkody w tych i podobnych rzeczach nie doświadczyliśmy. Na ostatniej stacji, kiedy już kto inny miał go zastąpić, żegnał się z nami, łzami się zalewając. Niech Bóg miłosierny za dobre nam okazane serce wynagrodzić go raczy. [W 154]
Moi Najdrożsi, List ten piszę z pierwszego powiatowego miasta Syberii; nie tak straszny diabeł, jak go malują – przynajmniej do dziś dnia. – Pogoda nam ciągle sprzyja, a co do podróży, domów etapowych, kazarm i rozmaitych do nich dodatków, jużeśmy przywykli. Zdrowie tylko nie wszystkim służy, biedny Antoś Wróblewski z powodu słabości musi zostać w szpitalu w Tiumeniu. [L 55 – do rodziny; Tiumeń, 09.1864]
Listy Wasze wielkim mię spokojem obdarzyły, po dwóch miesiącach nieodbierania wiadomości z domu, zapada jakiś niepokój w serce, co się z Wami dzieje, same listy później otwierają się z pewną trwogą. – Ale Bóg łaskaw obdarza Was zdrowiem i pokojem. Jeden biedny ojciec Felicjan zapadł na zdrowiu, wypoczynek zapewne go wzmocni; będę pisał do niego z Tobolska. Z łaski Boga przyszedłem do Tobolska zdrowym, ale trochę osłabionym podróżą, tu się wzmocnie i dalej w drogę do Irkucka. [L 56 – do rodziny; Tobolsk, 09.1864]
Tuśmy trochę wypoczęli. Gubernatorem cywilnym był wtedy w Tobolsku senator Despot-Zenowicz, Polak. Więzienie utrzymane było czysto, również i szpital więzienny, a w nim niemało słabujących. Zostawaliśmy w tym szpitalu jednego z naszych towarzyszy, na imię miał Donat. Zapadł na cierpienie płucne, choroba stała się nieuleczalną, bardzo był miły i pobożny młodzian. Spokojnie też wyglądał zejścia swego z tego świata. [W 155]
Z Tobolska rozsyłano skazanych według rodzaju kary i miejsca przeznaczenia. Z niemałą obawą wyglądałem, czy zastosują do mnie wyrok na 10 lat do rot wojennych w Omsku, czy też dalej na wschód posuną do zwyczajnych ciężkich robót. Bóg miłosierny dozwolić raczył, abym uniknął Omska. [W 155]
Przypatrywaliśmy się nędzy, która może niejednego z nas czeka, starając się choć małą ulgę przynieść naszym gospodarzom. – Gdy jednak pobyt nasz tu może jeszcze czas jakiś się przedłużać, koledzy wydobyli nas z tego przytułku i zabrali do siebie. Jużem zaczął przywykać do samotności i spokoju, – trzeba teraz znowu żyć w towarzystwie, acz gwarliwym, ale zawsze miłym, przyjaznych kolegów. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią, 10.1864]
Ogólne wrażenie jakie mi zostało z podróży – że wszędzie ludzie są jednostajni, pod powłoką grubą kryją się też same uczucia, co i w nas, niby cywilizowanych; dawna to prawda i wszystkim wiadoma, ale w życiu mało stosowana. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią, 10.1864]
Ludność wiejska w Syberii ma się znacznie lepiej aniżeli nasza, szczególniej tam, gdzie handlowi sprzyja miejscowość; spotykaliśmy włościan mających śliczne i wygodne domy, znaczny kapitał w obrocie, ale nieustających w pracy, do której pobudza ich chęć zarobku; […] Uczucie jednak godności osobistej mało rozwinięte, najbogatsi proszą u nas nędzarzy na wódkę; zwykle wtedy tłumaczymy im naszą biedę materialną, dają się łatwo przekonać i cofają wymagania swoje. – Ludność tylko w stepie barabińskim wydała się nam bardziej nędzną jak moralnie tak i materialnie, ale sama miejscowość nie może sprzyjać rozwojowi: […] [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią, 10.1864]
Jakże grubo kosztuje przesyłka rzeczy, ledwo przed kilku dniami dowiedziałem się o tym; nie ryzykowałbym nigdy na nią tyle pieniędzy, ale już się stało, a książki są istotnym tu skarbem. – List ten później dokończę, teraz życzę wam smacznego apetytu, gdyż pora obiadowa. – Po dwóch tygodniach dzisiaj raz pierwszy będę jadł obiad. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią, 10.1864]
Z rana pracuję z jednym młodym Ukraińcem, studentem Kijowskiego Uniwersytetu, nad językiem angielskim; uczę go tej mowy w miarę moich wiadomości. Po obiedzie zaś z drugim młodzieńcem mamy zacząć lekcje mechaniki, często tylko goście są nam na zawadzie. Uczniowie moi – śliczne chłopaki, jestem gotów poświęcić dużo pracy i starania, żeby im choć w małej części zastąpić te środki wykształcenia się, których oni zostali pozbawieni wskutek nieszczęścia Kraju. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią, 10.1864]
Smutny jest stan naszej młodzieży wygnanej – główną cechą próżniactwo z konieczności, a za próżniactwem wszelkie zło – a lekarstwa na to nie ma. Oby też Bóg wejrzał na nas i łaską swoją wsparł tyle ludu pozbawionego wszelkiej pomocy religijnej i umysłowej. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią, 10.1864]
Wtedy, kiedy ten list piszę, gospodarz przypatruje się ciekawie mojej pracy; chcieliśmy, korzystając z czasu, syna jego wyuczać czytać, ale nie chcą tu znać gramaty [czytanie, pisanie]; uznają jej potrzebę, ale sami wyznają, że ich „głupost odoleła” [głupota owładnęła]. Lud jednak dobry i gościnny, po swojemu nabożny. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią, 10.1864]
Z naszych braci rzadko widzieć się zdarzy, już nie mówią modlących się, ale czyniących znak Krzyża. – Ta obojętność w sprawie religii smutno oddziaływa na mnie przypomnieniem mojej przeszłości; rad bym przelać swoje przekonania teraźniejsze i podzielić się skarbem przez wiarę nabytym, ale Łaska boska więcej może aniżeli moje niedołężne starania. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią, 10.1864]
Tomsk, 3/15 listopada. List mój zaczęty w Dubrownej i pokilkakrotnie przerywany, kończę w Tomsku. […] Leżałem sobie właśnie na narach w dusznej kamerze zły i markotny, w stanie jakiejś apatii, już myślałem zasnąć z nudy, ostatni raz otwieram oczy, patrzę – Jaś [Rychlewicz] przede mną. W jedną chwilę nabrałem sił i życia. Mam pozwolenie przepędzania całego czasu mego pobytu w Tomsku u niego w mieszkaniu, wracam tylko na noc do koszar. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią [Tomsk], 10.1864]
Jutro będę z rana w kościele, pierwszy raz po wyjeździe z Wilna. W ciągu podróży miałem zręczność spowiadania się i komunikowania, co mi było wielką osłodą; do tego pokarmu, który stał się niezbędnym dla mnie, przystąpię i w Tomsku. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią [Tomsk], 10.1864]
Droga Mateczka ma mię, jak uważam z jej listów, za bardzo doskonałego, daleko mi do doskonałości, naturę mam złą i zepsutą. Bóg mi tylko dał uznanie mojej nędzy i to uważam za jedyną moc moją. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią [Tomsk], 10.1864]
Duchownej rady mam ciągłą potrzebę, brak takiego spowiednika jak ojciec Felicjan jest dla mnie niczym niepowetowaną stratą. – W modlitwie szukam wsparcia, ale tak trudno o samotność, że skupienie ducha jest prawie niemożnością. Jedna tylko wiara w Łaskę Bożą, która sama przychodzi w potrzebie, utrzymać może w spokoju ducha. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią [Tomsk], 10.1864]
W podróży myśl była zajęta rozmaitymi szczegółami życia, tu – w stanie spokoju – myśl może się swobodnie zwrócić do rozpatrzenia się wkoło siebie, a gdzie się nie zwróci, wszędzie bieda albo moralna, albo materialna; wyznaję, że ciężko grzeszę zapatrując się zbyt na stronę i dręcząc się tym, że świat nie jest taki, jakim by się go chciało widzieć, a ludzie nie tak doskonali, jak się wymarzyło; że względem nich jestem bezsilny i pomocy środka nie mam dla nich. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią [Tomsk], 10.1864]
Wszak Bóg stworzył świat i wie lepiej od nas jak nim rządzić, że upadek człowieka jest tak zwykłą rzeczą; kilka jednak miałem bolesnych rozczarowań, co do ludzi, że bodaj więcej uczułem nad ich upadkiem, aniżeli nad swoją własną nędzą. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią [Tomsk], 10.1864]
To moje usposobienie dodaje mi niemało boleści do tych, które już są we mnie, ale walczę jak mogę i zwracając się do pracy odepchnąć je, przy Łasce Bożej, mam pewną nadzieję. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią [Tomsk], 10.1864]
W jednym z listów moich z Tobolska pisałem do Was, prosząc o przesłanie pieniędzy, jeżeli możecie, do Irkucka. – Wyszczególniłem Wam wydatki: […] Piszę otwarcie, nędza tu wielka, w Kraju zawsze łatwiej o grosz, jak w Syberii; obojętnym być trudno. [L 58 – do rodziny; wieś Dubrowna nad rz. Obią [Tomsk], 10.1864]
Dzisiaj z rana byłem w kościółku tutejszym na Mszy Ś. Wielkiego doznałem wzruszenia, płakałem jak dziecko; te wszystkie wrażenia, których doznawałem w Wilnie, jakby się zjednoczyły w jedno. Jutro chcę się wyspowiadać – i tak uzbrojony ruszyć w drogę. [L 59 – do rodziny; Tomsk, 11.1864]
W Syberii los wygnańców bardzo smutny, bez zasiłków materialnych z Kraju – nędza najpewniejsza. List ten kończę w koszarach, dziś właśnie dzień wyjazdu, sobota, ale dla małego niezdrowia zostanę czas jakiś w Tomsku, nacieszę się Jasiem. [L 59 – do rodziny; Tomsk, 11.1864]
Smutno mi było dowiedzieć się o usposobieniu Wiktora, zdanie Mamy całkiem się zgadza z tym, jakie i ja, chociaż zaocznie, wyrobiłem sobie o położeniu Wiktora. Jedyny środek wyjścia dla niego – zdobyć się na więcej męstwa, uznać swą zależność materialną, zapadłą skutkiem błędów w rządzeniu się i zyskać sobie niezależność moralną przez chętną, acz bolesną dla miłości własnej – pracę chociażby w Studzionkach na gospodarstwie cudzym, jeżeli można je tak nazwać. [L 60 – do rodziny; Tomsk, 11.1864]
Musieliście się trochę zgorszyć prośbą moją o przysłanie mi pieniędzy do Irkucka, w tym liście moim wyszczególniłem Wam moje wydatki. Dodać tu muszę, że patrzeć obojętnie na nędzę niepodobna; nie wstrzymywałem się z wydawaniem pieniędzy, w tej myśli, że zawsze łatwiej o nie w Kraju niż tu; jestem przy tym pewny, że w razie potrzeby, jeżeli tylko będziecie w stanie, nie odmówicie mi Waszej pomocy. W razie przeciwnym będę dzielił nędzę z innymi, niczym nie będąc od nich lepszym, a może o wiele gorszym. [L 60 – do rodziny; Tomsk, 11.1864]
Ks. Felicjan uskarża się na umartwienia, które Mama sobie zadaje, czy Mama pamięta obietnicę daną mi – oszczędzania swego zdrowia? Modlitwy Wasze szczególniej oddziałują na moje usposobienie: związek mój z Wami staje się coraz bardziej duchownym, jakby już żadne nici ziemskie nas ze sobą nie wiązały. [L 60; Tomsk, 11.1864]
W chwilach – kiedy osobliwie doznaję miłych wrażeń pociechy ziemskiej, kiedy list od Was odbiorę, stawię sobie w myśli położenie moje: jeżelibym wszystko, a wszystko na ziemi utracił i stał się istotnym nędzarzem – dziwna, że na tę myśl nic we mnie nie zadrga. – Świat wszystkiego mię może pozbawić, ale zostanie zawsze jedna kryjówka dla niego niedostępna: modlitwa, w niej się da streścić przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w postaci nadziei. – Boże, jakim skarbem obdarzasz tych, co w Tobie swą ufność pokładają! [L 60 – do rodziny; Tomsk, 11.1864]
Posyłam Wam moje fotografie – nieosobliwe – bez żadnych cieniów, niech one Was nie straszą, zdanie ogólne, że wyglądam nieźle, i istotnie, dzięki Bogu, mam się dobrze, małe zaś niedomagania nic nie stanowią. […] W tych dniach wyprawię do Was fotografię swoją, jest to arcydzieło niedołężności tutejszej sztuki fotograficznej; chcieliście – macie. [L 60, 61 – do rodziny; Tomsk, 11.1864]
Wkrótce nastąpi dzień Imienin Drogiego Papy, posyłam mu me powinszowania i życzenia. Biedny Papo tyle ma ze wszech stron smutków. – Wiadomość o Wiktorze bardzo mię zasmuciła, póki się nie usunie przyczyna choroby – a o to nie łatwo, to usposobienie trwać będzie – Wiktor zostanie ciężarem nie tylko dla siebie i dla bliskich swoich; stąd chłód i nieporozumienia w kole rodzinnym. Gdzież też szukać szczęścia na ziemi? Wszędzie nędza, a tak mało ludzi zwraca wzrok w niebo. [L 61 – do rodziny; Tomsk, 11.1864]
Tomsk ma bardzo miłą powierzchowność, widoki pełne wdzięku, ale już zima, dzisiaj mrozu więcej niż stopni 20º, śniegu po pas; raz się całkiem w śniegu skąpałem. Trotuary tu są wąskie i wysoko w niektórych miejscach podniesione. Chcąc być grzecznym dla jakiejś przechodzącej niewiasty z niezmierną krynoliną, usunąłem się na stronę i, nie przeczuwając zdrady, o mało com się nie utopił w śniegu, kolega mój również. Pani śmiała się serdecznie, za co ją gorzka wymówka ode mnie spotkała. Sybiracy uważają te mrozy za małe, co to będzie kiedy one się podwoją? [L 61 – do rodziny; Tomsk, 11.1864]
Dzisiaj byłem w kościele tutejszym; chociaż proboszcz dotąd bawi w guberni i nabożeństwa nie ma, ale zwykle organista z zakrystianem śpiewają godzinki i pieśni kościelne na chórach w święto i niedziele. Staram się nie opuszczać choć tego nabożeństwa i temu zawdzięczam przesłanie i mego teraźniejszego listu. – Tak jednostajne tu moje życie, że myśl całkiem odpoczywa; u siebie czytam Scaviniego [Pietro Scavini], uczę się łaciny, w mieście z Jasiem i znajomymi spotykam [...] [L 62 – do rodziny; Tomsk, 12.1864]