CZERWIEC
Rok B
Dzisiaj sobota przed Niedzielą Kwietną [Palmową], muszę więc złożyć powinszowania Świąt Wielkanocnych oraz życzenia, których tyle co nędzy. Oby Zbawiciel w sercach naszych zmartwychwstał i żył z nami na wieki. – Pozbawieni posługi kościelnej, Święta uroczyste obchodzimy myślą utkwioną w Kraju, przy Waszych Ołtarzach, łącząc się z Wami i Kościołem w jednej wspólnej modlitwie. Pomódlcie się w ten dzień za nas biednych. [L 85 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 04.1867]
Na koniec, co do mojej osoby – jak wyglądam, nie potrafię powiedzieć, bo od czasu jak na posielenie wyjechał trzeci nasz towarzysz mieszkania Laudyn i zabrał lusterko, nie widziałem się w lustrze, co mi na dobre posłużyło, bo gdy się widzę zmienionym, zaczynam lękać się choroby, gdy zaś pięknym się ujrzę – rozmaite myśli płoche nachodzą mi na stare lata do głowy. – Bogu dzięki, czuję się zdrowym, spokojnym, a nawet wesołym. [L 86 – do rodziny; Usole, 04.1867]
Jeżeli więc kiedy Bogu będzie się podobać powołać mię do stanu duchownego, stanę choć w części do niego przygotowanym. Może w tym jest trochę dziwactwa, ale jeśli zabawa godziwa, nikomu nieszkodliwa, a dla mego wewnętrznego spokoju pożyteczna – proszę mi nie mieć za złe mego zapatrywania się w prawdopodobnie nie mogącą się urzeczywistnić przyszłość. – Obok tego nie mam w pogardzie mych książek fachowych i do mechaniki, i do matematyki z należnym szacunkiem zaglądam. [L 86 – do rodziny; Usole, 04.1867]
Franciszka [Poznańskiego] serdecznie pozdrawiam, proszę się nie zrażać jego pozorną obojętnością, w gruncie dużo w nim serca, tylko otoczenie jego nieszczęśliwe, a żywioł, w którym się rusza jadem tylko zepsucia i samolubstwa tchnie; trzeba podziwiać, że dotąd jeszcze tyle serca zachował. […] Pisząc do Masi prosiłem o wiadomość o wujach Władysławach i ślicznej dziatwie. Chociaż oni może dużo przed nami zawinili, ale zawsze są to nasi krewni, a nawet bardzo nam życzliwi, przynajmniej kiedyś byli. Jeżeli grzeszą to bardziej słabością woli, aniżeli złą chęcią. [L 86 – do rodziny; Usole, 04.1867]
W kole naszym, które zawsze żyje tylko nadzieją powrotu do Kraju, rodzą się często Bóg wie skąd czerpane pogłoski manifestów, amnestii itd., rzadko kiedy one się sprawdzają; umysły nimi pobudzone ożywiają się, ale zwykle dlatego, żeby znowu powrócić do stanu tęsknoty. […] czyż istotnie mam kiedyś Was i Ojczyznę oglądać? Lękam się nawet marzyć o tym; tak już mam utkwioną myśl w krainie wyższej nad ziemią, że nawet lęka mię myśl możności szczęścia na ziemi. Może wydać się Wam, najdrożsi Ojcze i Matko, to moje uczucie bojaźni nienaturalnym; wobec ożywienia innych wydaję się martwym. Czyżbym miał w istocie mniej kochać od innych rodzinę i Kraj? [L 87 – do rodziny; Usole, 06.1867]
Gdy się obejrzę w tył i chcę zebrać to, com powinien był zdobyć w przeciągu tych dwóch lat ostatnich, Boże, ile pięknych zamiarów, ale jakże mało zużytkowanego czasu, jakże wiele zmarnotrawionego! […] Obecnie rozumiem całą doniosłość słów kochanego ojca Felicjana, że zbyt przeważnie pozwalałem sobie pogrążać się w życie duchowe, z uszczerbkiem dla życia realnego, a zaniedbanie tego ostatniego musi zawsze na kimś się odezwać, gdyż żyć trzeba i stronę materialną wypada opierać na sobie, a nie na kim innym. – Będę się starał, o ile to w mojej mocy, błąd swój choć w przyszłości naprawić. Bóg mi pomoże. [L 87 – do rodziny; Usole, 06.1867]
Otóż i teraz jestem pełen nadziei, że Bóg nie ześle cierpienia nad siły moje, ale wskaże mi tę drogę, tę pracę, jaka dla mego zbawienia będzie najbardziej potrzebną. Nieraz też wołam: „Panie, naucz mię czynić wolę Twoją, boś Ty Bogiem moim!”. [L 87 – do rodziny; Usole, 06.1867]
Najniesłuszniej Masia mię posądza o mistycyzm, a cóż już mówić o metampsychozie. Życie staram się rozumieć w najprostszych zarysach, a dziwacznych teorii Towiańskiego szkoły o przesiedleniu się dusz w brzozy płaczące, drzewa inne, a nawet warzywa, wystrzegam się, raz, że są heretyckie, a nadto wcale nie mam ochoty być jak Jonasz w czyimś żołądku. [L 88 – do Masi i Wiktora Kalinowskich; Usole, 07.1867]
O ilem poznał usposobienie dzieci naszego czasu, nie dla nich są rzewne i tkliwe zabawy, potrzebną dla nich więcej realność – stąd to wszystko, co bliższym jest nauk przyrodzonych, odkryć i wynalazków bardziej je pociąga. Przy takim usposobieniu praktycznym – tylko rozwój na gruncie nauk realnych, obok starannie utrzymywanego ducha pobożności, może być skutecznie prowadzony. [L 89 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 07.1867]
Ktoś z Ussola w jednym ze swych listów, szukając zapewne przedmiotu do korespondencji, mną się posłużył i dziwy jakieś o mnie ponapisywał, prosząc o ostrzeżenie rodziców moich, żeby na mnie wpłynęli dla wstrzymania mię od umartwień, jakimi ja siebie trapię i jałmużn, które rozdaję. […] Cudem chyba mógłbym wytrwać przy moim wątłym zdrowiu w umartwieniach fizycznych i jałmużnę rozdawać z pustej kieszeni! Byłby to gotowy fakt do kanonizacji za życia. – Niech więc droga Pani ze swej strony zechce napisać i uspokoić rodzinę, bo mnie zdaje się nie chcą wierzyć; to mi w istocie czyni wielką przykrość. [L 89 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 07.1867]
Dla uniknienia wstydu wobec tylu przykładów wytrwałości i potęgi woli, może też i ja na jaki wysiłek się zdobędę. Poważniej się zapatrując w życie, nie łatwe to jest do niesienia brzemię, ale targać je na nic się nie przyda, trzeba cierpliwością zasługę sobie skarbić. Cierpliwość – jakaż to piękna ale jak trudna i rzadka cnota! [L 89 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 07.1867]
Wyznania Śgo Augustyna były pierwszą książką, która mię pobudziła do poważniejszego wpatrzenia się w siebie. Przysłanie ich może pozwoli choć jedną duszę na tę drogę wprowadzić – a jakże tu wielu zbłąkanych! [L 89 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 07.1867]
W prawdzie, jak dawniej, jestem jednym z najmizerniejszych ludzi, nadto zbytnio pozwalam sobie żyć w krainie marzeń, stąd wstręt do realności życia, który tylko przy pomocy Bożej przezwyciężam, łożąc słabą mą pracę w myśli pożytku bliźniego, chociaż bez materialnego wynagrodzenia dla siebie; dziękuję Bogu choć za moralne. [L 90 – do rodziny; Usole, 09.1867]
Martwi mię bardzo odkrycie jakiem zrobił w sobie: wielki postęp w ociężałości i lenistwie. Tłumaczyć te objawy staram się okolicznościami nie ode mnie zależnymi, ale tym się nie uspokajam, a woli brak dla przewalczenia siebie. Dodawajcie nam otuchy i życia Waszą o nas pamięcią, bo zmarnujemy się do reszty.[L 91 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 11.1867]
Robisz mi całą masę wyrzutów, prawdziwych, ale niesłusznych: a mianowicie, że moje listy są suche, puste, abstrakcyjne i krótkie. Ale to właśnie są takie ich braki, które im pozwalają dotrzeć do Ciebie, przymioty przeciwne spowodowałyby to, że zostałyby zatrzymane na pierwszym etapie. Nie chcecie chyba tego, drodzy przyjaciele? Robię wszystko, jak tylko mogę najlepiej, by być dla was miłym. Dzisiaj macie prawo znać kilka szczegółów i mieć je będziecie. [L 92 (tłumaczenie z francuskiego) – do Masi Kalinowskiej; Usole, 02.1868]
Mieszkańcami miasta są skazańcy, internowani po upływie czasu swojej kary. Są obojętni jeśli chodzi o przekonania polityczne, a ich sympatia do nas zależna jest całkowicie od stanu naszej kasy. Nie mają najmniejszego poczucia moralności społecznej i domowej. W ten sposób wszelkie współżycie zacieśnia się do nas samych. – Nasza społeczność jest bardzo zróżnicowana. Jest wiele rodzin, w których są niewiasty i dzieci. Nadaje to naszemu kółku jakieś zabarwienie rodzinne i zapełnia pustkę, jaka zawsze istnieje w zgromadzeniu osobników tej samej płci. Możemy się widywać i odwiedzać wzajemnie, możemy swobodnie zajmować oddzielne mieszkania. Ja również korzystam z tej swobody. [L 92 (tłumaczenie z francuskiego) – do Masi Kalinowskiej; Usole, 02.1868]
Silne emocje, jakie przeżyłem w burzliwej młodości, kiedy dawałem pełną swobodę wszelkim uczuciom dozwolonym i niedozwolonym, pozbawiły mię źródeł charakteru spokojnego i zrównoważonego, który jest podstawą normalnie ukonstytuowanej społeczności. Muszę odpokutować swoje błędy przez oschłość serca, która jest owocem życia wykolejonego. [L 92 (tłumaczenie z francuskiego) – do Masi Kalinowskiej; Usole, 02.1868]
Korzystając ze swobody w czasie Wielkiego Tygodnia urządziłem sobie małe rekolekcje, doprowadziły mię one do bliższego poznania siebie i wcale ta znajomość mię nie pocieszyła. Dobrych natchnień dużo, obietnic niemało, ale brak woli. Staję się nadto drażliwym i prędkim do niechęci i obawiam się, aby ta drażliwość w nałóg nie weszła. [L 93 – do rodziny; Usole, 03/04.1868]
Obecnie, po krótkim wahaniu się, doszedłem do tego przekonania, żeście same – Pani i pani Karolina temu winne. Oczarowałyście mię Waszą dobrocią w Ciechocinku, i że ostatecznie duch przyjaźni wieje tam, gdzie chce, nie pytając o czas i miejsce. [L 94 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 04.1868]
Poznając bliżej ludzi i rzeczy wyniosłem to mocne przekonanie, że nie możemy wymagać od nikogo, nawet od matki, więcej niż kto dać może. W liście Mamy do mnie w tej materii pisanym wyraża się cała boleść i gorycz tej niemocy, ale ja mocno wierzę, że Bóg łaskawie wejrzy na łzy, cierpienia i modlitwy matczyne i Sam matkę zastąpi. Wprawdzie Bóg nie przestaje wymagać od nas własnej pracy, ale obok tego i zagląda w serce człowieka, łatwo się lituje nad słabością ludzką i zawsze jest obecny tam, gdzie sam człowiek wystarczyć nie może. [L 94 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 04.1868]
Trudno zdać sobie sprawę, jaka była myśl przewodnicząca w podnoszeniu powstania w warunkach, w których pracujący nad Bajkałem się znajdowali. Nęcić chyba musiała łatwość chwilowego opanowania pozycji. Któż by mógł zamyślać o opanowaniu Syberii lub podniesieniu ludności miejscowej przeciwko Moskwie? […] Płonne więc były marzenia biednych naszych braci w zabajkalskim rozruchu. Przepłacili ten niewczesny zamiar ofiarą niemałą. Oby i ta ofiara mogła stać się Bogu miłą, a dla ich duszy wartościową. [W 170-171]
Pierwszy raz w Usolu miałem zręczność korzystania z Ćwiczeń duchownych św. Ingacego. Przysłała mi je wyżej wspomniana pani [Ludwika Młocka]. Spożytkowałem tę książkę dla lepszego przejrzenia sumienia. Czytanie także katechizmu, w skróceniu, otwierało oczy na piękno prawd wiary św., istotnie z nieba od samego Boga płynących i do zjednoczenia się człowieka z Bogiem Kościołowi świętemu udzielonych. [W 172]
Księga żywotów świętych ks. Piotra Skargi rozjaśniała jeszcze bardziej widnokrąg. Zdarzało się mi wówczas napotkać, bodaj w tejże Księdze żywotów, wzmiankę o zakonie Matki Boskiej z Góry Karmelu, o istnieniu naprzód jego na Wschodzie, następnie o przeniesieniu na Zachód. Przyszło mi na myśl, otóż właśnie zakon, który ma zjednoczyć odpadłych od schizmy z Kościołem św. Nie mogłem bowiem pozbyć się wewnętrznego pragnienia widzieć Moskwę nawróconą. Dziwną drogą Opatrzności prowadzony, do tego zakonu w lat 10 później wstąpiłem. [W 172-173]
Popęd do morderstwa dla chciwości, chociażby dla zdobycia kilku rubli, jest tu niesłychanie straszny. [W 173]
Tydzień temu po kilkunastodniowej chorobie stracił biedak [Apolinary Hofmajster] żonę [Heloizę], rzadkich zalet, rozumu i serca kobietę. – Ten wypadek dotknął też i mnie boleśnie, i był właśnie powodem straty pogodnej i wesołej myśli, zwracając ją na niestałość rzeczy ludzkich i trwogą napełniając serce. […] Życie pełne świątobliwości i poświęcenia złożyło się na obdarzenie konającej świętym i czystym usposobieniem, zasmuconą rodzinę uspokajała sama, mówiąc, że tę jej głównie pociechę zostawia, że daje rękojmię, iż tak łatwo umierać; „żebyście wiedzieli, jak Bóg jest blisko” – te słowa podźwigają i teraz strapioną rodzinę. – Jakaż to wielka pociecha w spokojnej śmierci sprawiedliwego! – Do dnia dzisiejszego nie mogę się otrząsnąć z odebranego wrażenia. [L 95 – do rodziny; Usole, 05.1868]
Będąc obecnym w czasie ostatnich chwil nieboszczki, zrozumiałem bardziej niż kiedykolwiek istotną nędzę człowieka, gdym zajrzał w siebie zadrżałem na widok mej lichej, zeszpeconej grzechami lepianki – ciężka mię trwoga ogarnęła. Jakże drogimi i koniecznymi dla naszego zbawienia wydały mi się wówczas zasługi naszego Odkupiciela, jakaż pociecha z Jego ran czerpana. Wyznam szczerze, że pierwszy raz zaledwie w dotykalnej prawie rzeczywistości poznałem to wielkie dzieło Odkupienia. [L 95 – do rodziny; Usole, 05.1868]
Wobec czujności i przedsiębiorczości moich towarzyszy, ociężałość moja i może już za daleko posunięta ufność w Opatrzność trochę mię samego niepokoi. Przywykłem w życiu do tego, że w razach nagłej potrzeby ktoś mię niespodzianie podźwigał. I teraz też sobie powtarzam tę miła zwrotkę: „Chociaż to życie idzie jak po grudzie, Jak mi Bóg miły, nieźli są ludzie” [Wincenty Pol]. [L 96 – do rodziny; Usole, 07.1868]
Przed dwóma dniami ogłoszono nam uwolnienie z ciężkich robót, wypadnie mi więc opuścić Usole po trzech leciach niezgorszego życia. Na wyjezdnym z Kraju miałem przekonanie, że chyba już umrę katorżnikiem, tak daleką wydawała się droga, tak odległym koniec kary. Dziś, gdy jestem już za jej kresem, doświadczam tegoż wrażenia, pod którym zostawałem, wychodząc ze szkół w świat. Obok nieudanej radości, bo komuż nie jest miły chociażby promyczek swobody, trapi jednak mię przyszłość, ale brak już młodzieńczej ufności we własne siły, człowiek już nie ufa tyle sobie, za to w Opatrzność mocniej wierzy. [L 97 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 07.1868]
Czym się zajmę – dla mnie samego jest to dotąd zagadką. W przeciągu tych lat trzech, którem tu przebył, przywykłem tak do zupełnego pod wszelkimi względami bezpieczeństwa, tyle miałem opiekunów proszonych i nieproszonych, że wola teraz przebudzona, jeszcze się niezupełnie ocuciła, ale potrzeba prędko ją do czynności pobudzić. [L 97 – do Ludwiki Młockiej; Usole, 07.1868]
Moi Najdrożsi Ojcze i Matko, Przed kilku godzinami oddano mi list Wasz, z którego się dowiaduję o zgonie ś.p. Moniutki [trzynastoletnia przyrodnia siostra Józefa]. – Jakże ja mam Was pocieszać, kiedy Wy sami mnie pocieszać chcecie? Wprawdzie czuję się wzruszonym, ale razem i bliżej naszej dzieweczki teraz, aniżeli za jej życia ziemskiego, obym też mógł być i uczestnikiem jej życia w wieczności. […] a myśl, że i ś.p. Moniusię do orędowników naszych zaliczyć możemy, jeszcze teraz mię rozrzewnia. [L 98 – do rodziny; Usole, 07.1868]