KWIECIEŃ
Rok B
Teraz Ci tylko przesyłam braterskie pozdrowienie, przypominam siebie Twojej pamięci i polecam się modlitwom twoim. Bardzo i bardzo o te ostatnie się dopraszam i w ich skuteczność wierzę. Po odebraniu twej odpowiedzi, z którą nie chciej zwłóczyć, będę pisał obszerniej. Bywaj zdrów, drogi bracie, niech dobry Zbawiciel ratuje nas w tej trudnej pielgrzymce życia. Kochający brat w Jezusie Chrystusie, Józef. [L 373 – do Wacława Nowakowskiego; Sieniawa, 07.1876]
Z tegoż listu wniosek czynię, że Szczawnica Ci służy, a zatem zdobędziesz zdrowie. – Teraz pamiętaj na to, że Opatrzność, która Ci pozwoliła szukać ratunku dla zdrowia ciała, stawiąc Cię we warunkach korzystania z darów swoich rozlanych w Kościele Świętym, sowicie Cię i na duszy wzmocni, jeżeli z nich korzystać będziesz. Radzę Ci odwiedzić zakonnice Nawiedzenia Matki Boskiej [wizytki], wszak między nimi jest znajoma Mamy; kapelan ich jest doskonałym spowiednikiem. Mogłabyś tam w zaciszu klasztornym rekolekcje, jeżeli Ci zdrowie pozwoli, odbyć. […] Z własnego doświadczenia wiem, jak zaniedbanie szukania dobrych rad, przy nasuwanej przez Boga zręczności, wobec tylu milionów ludzi tej zręczności nie mających, sprowadza za sobą następnie wyrzuty sumienia obarczone wspomnieniem, że skorzystanie z nich w chwili od Boga wskazanej, mogłoby się stać niezmiernym pożytkiem dla duszy własnej i dla potrzeb duchowych bliźnich. [L 375 – do Marii Kalinowskiej; Sieniawa, 08.1876]
O sobie teraz niewiele mam co do napisania; zdrowie mi służy, ale podróże i zmiany ciągłe nużą duszę i w zamęt wewnętrzne usposobienie wprawiają. – Widocznie, że czas mi już, i wielki czas dla samego niebezpieczeństwa duszy wycofać się ze świata i schronić się w celi zakonnej. Jeszcze raz polecam, większe aniżeli może na pozór się zdaje, potrzeby obecnej mojej duszy, modlitwom i błogosławieństwu rodzicielskiemu. [L 376 – do rodziny; Davos, 01.1876]
W ogóle powietrze jednak tu dobre, a i usposobienie nasze byłoby niezłe, gdyby nie te – „ale”, ale gdzie tych „ale” nie ma! […] Wasze wstawianie się do Boga ratowało mię dawniej, więc i teraz ratunek przyniesie w ciężarach duszy mojej grzesznej. Jeszcze mam jeden dowód miłosierdzia i dobroci Boga, który przez pośrednictwo osób Jemu miłych wlał pociechę i nadzieję we mnie. Wielebna Siostra Maria-Xawera od Jezsa [Maria z Grocholskich Czartoryska], ciotka mego Gucia, niegdyś księżna i można pani, dzisiaj zakonnica w klasztorze Karmelitanek bosych, u której raz tylko jeden przy kracie klasztornej byłem, nie znając mnie prawie, przysłała mi niedawno, właściwie wtedy kiedy najmniej pamięci tej świątobliwej osoby byłem godnym, ale najbardziej potrzebującym, następne zdanie seraficzne Ś-tej Teresy: […] [„Nie trwóż się, nie drżyj, Wśród życia dróg, Tu wszystko przemija, Trwa tylko Bóg! Cierpliwość przetrwa dni ziemskich znój. Kto Boga posiadł, ma szczęścia zdrój”]. Te zdania są w zupełnej harmonii z tymi, którem spotkał w listach ostatnich Waszych, Najdrożsi Rodzice. [L 378 – do rodziny; Davos, 08.1876]
Jak widzisz, zawsze jestem w dawnych moich warunkach bytu. Nie mogąc teraz ruszyć się z miejsca, wołać tylko mogę do Boga, prosząc o przebaczenie: „Redde mihi laetitiam salutaris tui et Spiritu principali confirma me!” [„Przywróć mi radość Twojego zbawienia i umocnij mnie wzniosłym duchem” – Ps 51,14] – w nadziei, że Bóg mię wysłucha i pozwoli mi zamknąć się w celi zakonnej. – Jakież twoje są zamiary, Felku drogi; co dzień mam na myśli Ciebie i Kazimierza w czasie modlitwy przy słuchaniu Mszy Ś-ej. Dzisiaj bardziej niżkiedykolwiek bądź rozumiem potrzebę i dla sibie i dla Ciebie przejęcia się wyrazami Zabwiciela: „Unum necessarium” [„Jednego potrzeba”]. [L 380 – do Feliksa Zienkowicza; Davos, 09.1876]
Już mija trzynasty rok od czasu, kiedy Bogu podobało się obudzić we mnie ciągle trwające pragnienie poświęcenia się Jemu w służbie zakonnej; stanęły były zewnętrzne przeszkody i Bóg miłosierny je uchylił. – Nadeszła następnie trudność w wyborze zakonu i z tą trudnością walczyłem ostatnie dwa lata. Dzisiaj ten głos: „do Karmelu” uważam za głos od Boga natchniony tej osobie, której to wezwanie zawdzięczam [adresatka listu]. Zostaje zatem jeszcze wybór chwili usunięcia się ze świata, usunięcia się bardziej niż kiedykolwiek potrzebnego grzesznej duszy mojej. [L 386 – do Marceliny Czartoryskiej; Davos, 10.1876]
Kilkakrotnie wyrażałem Buniowi potrzebę płynącą z naszego braterskiego obowiązku zaopatrywania Olesia w miarę możności i poczciwy Bunio nigdy się nie cofnął od niesienia pomocy. […] Póki Bogu będzie się podobało utrzymać mnie w dzisiejszym moim stanowisku, będę mógł dostarczać Olutkowi po 50 franków, t.j. koło 15 r.s. miesięcznie; jeżeliby zaś te nie wystarczały, będę prosił Pana Boga o dodanie mi serca, żebym przed żadną ofiarą się nie cofnął i dzielił się z Olutkiem tym wszystkim, co mam lub co mieć mogę. [...] Zakreśliłem sobie termin dwuletni, uważając, że w tym czasie Bóg mi pozwoli uwolnić się od obowiązków, które na mnie ciążyły i udzieli mi łaski wyboru zakonu. Dwa lata ubiegły; wzywano mię do zakonu, w którym jest o. Aleksander [Jełowicki, zmartwychwstaniec], ale pomimo wielkiej miłości Boga jaką ten zakon pała, nie znalazłem w sobie powołania, albo może nie potrafiłem wzbudzić go w sobie. – Przed rokiem też doszło mnie tylko jakby echo głosu zza kraty zakonnej Karmelu. Ten sam głos, w czasie bodaj najcięższym jakim doznał w życiu moim, już wyraźnie do mnie teraz się zwrócił, przyjąłem go jako ratunek zesłany mi nieprzebranym Miłosierdziem Boga. Dziwnym zrządzeniem Opatrzności właśnie w dzień Świętej Teresy, patronki Zakonu, wypadło mi list, z którego wysyłaniem ociągałem się, wyprawić jako odpowiedź, i na tę odpowiedź, oto jak mi odpisano. […] „Nieprzeniknione są wyroki Boskie. On jak najlepiej wszystkim pokieruje i natchnie Pana, w jakim czasie dokonać będzie można zupełnego poświęcenia. Modliłyśmy się ciągle o wyraźne poznanie Woli Boskiej, a teraz z jakim uczuciem serdecznej wdzięczności dla Boga, nie ustawać będziemy w modlitwie […] Ach, bardzo Bóg dobry! Jestem pewna, ze i zdrowie Panu się wzmocni, jak już dojdzie Pan do celu swych pragnień […] Siostra Maria Xawera od Jezusa”. [L 390 – do rodziny; Davos, 11.1876]
Teraz, Mości Książę, winienem uprzedzić co do mego przy Guciu stanowiska. Dla wiadomych Księciu przyczyn zmuszonym będę rozstać się z Guciem. Drżę na tę samą myśl, że porzucając go, że może bym się cofał z posady, na której Bogu podobało się mnie postawić. Pobudki moje jednak są tego rodzaju, że nie mogę tłumić w sobie dłużej głosu powołującego do życia zakonnego. Zważając zaś na potrzeby Gucia i widząc w nim zachowywaną widocznie od dziecięcych lat w sercu miłość do Boga, a teraz tę miłość utrzymywaną gorącą modlitwą i Sakramentami Świętymi, dla bezpieczeństwa duszy Gucia i obrony go w tak ważnej dla niego teraz chwili życia od utraty tych skarbów, które Bóg w niego wlewa, miejsce moje, a mianowicie w Davos, należy oddać księdzu. Niech te wyrazy będą punktem wyjscia mojego dłuższego o tym listu. [L 391 – do Władysława Czartoryskiego; Davos, 11.1876]
W obecnej chwili, kiedy zostałem sam jeden z Guciem na puszczy davoskiej, muszą być bardziej niż kiedykolwiek pożądane wieści od nas. Będąc zależnym od stanu powietrza, od niego wypadnie zacząć. Otóż to ostatnie nam nie dopisuje, gdyż śnieg niknie. Stąd powietrze trochę przejmująco-wilgotne, a nadto wiatr południowo-zachodni föhn swój też nieprzyjazny wpływ wywiera. […] Humor Gucia dobry; dzień Gucio spędza jak zwyczajnie. Pracujemy trochę z rana, niekiedy przed obiadem; a po drugim śniadaniu i po obiedzie czytamy Życie Ś-go Stanisława Kostki i Św. Ludwika Gonzagi, a głównie i dłużej opis wyprawy do bieguna północnego z „Tour du Monde”. Przechadzki możemy robić krótkie, najczęściej na trasie przy muzyce, a główna rozrywka – partia bilardu, w której Gucio zawsze zwycięzcą, i partia pasjansu we dwóch, zamiast whista, który już nam trochę był obmierzył. Bardzo ważnymi chwilami dnia są godziny przyjścia poczty, która nam może przynieść listy, Otóż i wszystko co mogę nakreślić o teraźniejszym pożyciu w Davos. [L 392 – do Władysława Czartoryskiego; Davos, 11.1876]
Teraz, Mości Książę, jeszcze kilka wyrazów o moim stanowisku przy Guciu i o osobie, którą Księciu Panu podobałoby się mnie przy Guciu zastąpić. – Wyraźnym życzeniem Gucia, niezależnym od mojego poglądu, jest mieć na moje miejsce osobę duchowną. Niepokoi go myśl, że temu życzeniu może się zadość nie uczynić; sam pisać o tym nie chce aż Książę sam do niego się w tej rzeczy nie zwróci. – Boga zrządzeniem Gucio znalazł się zewnątrz ogniska domowego, na obczyźnie, bez zasobów towarzyskich i w możności być pozbawionym nawet pomocy kościelnej. Żadna inna osoba, chyba kapłan tylko, zaradzić nie potrafi tylu potrzebom. Otóż Bóg miłosierny, pozbawiając Gucia tylu zasobów i jakby na wygnanie go skazując, nie uczynił przez to nic takiego, co by nie miało na celu, tak jak wszelka sprawa Boża, zbawienia duszy. Guciowi wlał uczucie pobożności i chęć utrzymania się w nim, Tobie, Mości Książę, dał odpowiednie natchnienie i środki materialne do zaopatrzenia Gucia należytą pomocą. – Należy więc tylko pomyśleć o wykonaniu jej i jak można najrychlej, już przez wzgląd na Gucia, już przez wzgląd na mój osobisty obowiązek posłuszeństwa, naglący mię do osunięcia się do celi zakonnej, jeżeli taką jest wola Boża. Racz, Mości Książę, tę rzecz zważyć. [L 392 – do Władysława Czartoryskiego; Davos, 11.1876]
W liście moim ostatnim pisałem do Najdroższych Rodziców o potrzebie i powodach do usunięcia się do zakonnego życia. – Doświadczywszy raz jeszcze nędzy mojej w życiu światowym i drżąc przed bojaźnią nowych upadków, gorąco wołam do Boga o osadzenie mię w jednym z warownych miejsc Swoich, w których, oby Bóg miłosierny powołując mię do życia pokutniczego, zechciał mi dać łaskę wytrwania w jedności niezłomnej ze Zbawicielem. Prosiłem Ojca Gucia, żeby raczył uwolnić mnie z mego obowiązku i żeby zastąpił mię księdzem, co będzie z wielką korzyścią dla samego Gucia. – Waszemu zaś błogosławieństwu i modlitwom Waszym polecam wszystkie moje przedsięwzięte koło tej sprawy czynności. [L 393 – do rodziny; Davos, 11.1876]
Teraz, co do twego do Davos przyjazdu. Mieszkania na pensjach jeszcze można odszukać; […] Nie rozumiejąc dobrze pobudek, jakie Cię mogą do Davos naglić, winienem Cię wszakże uprzedzić, że zimę tu mamy niepomyślną; śniegu niewiele a i ten pod wpływem słońca topnieje i czyni powietrze wilgotnym. Obiecywano mi zimę mroźną i stałą; tegoroczna zaś wcale nie jest taką. Mój młodzieniec mając teraz płuca zdrowsze niż były przed przyjazdem do Davos, zapadł już od 7 tygodni na febrę, której pierwszy objaw miał jeszcze w Mentonie. […] Pamiętaj nadto, że życia towarzyskiego tu zupełny brak, że zamieszkać wypadnie w hotelu, że co do pomocy kościelnej, mamy tylko ciche dwie Msze Święte w pokoiku prywatnym, a w niedzielę też trzecia Msza Ś-ta w protestanckim zborze – dla braku kościoła. – Żadnych zatem uroczystości kościelnych, żadnych kazań; co do rozrywek, oprócz przechadzek wzdłuż drogi, albo po hotelowych terasach, żadnych innych. [L 397 – do Wacława Nowakowskiego; Davos, 12.1876]
Gucio był na tyle dobrym, że złożył w imieniu moim Tobie, Mości Książę, i księżnej pani powinszowania i życzenia na pierwszy dzień N. Roku; nie uwalnia to mnie jednak od powtórzenia jeszcze raz mych życzeń, szczególniej co do samego Gucia. – Po szczęśliwie odpartej na koniec febrze, ma on się dobrze i wraca do sił i dawnego stanu zdrowia. Pogoda nam sprzyja, dnie – choć mroźne – ale słoneczne; w sztuce łyżwowania, zaleconego przez lekarza, postęp widoczny i zadowolenie Gucia z tej zabawy – wielkie. Od wczora wracamy też powoli do pracy, chociaż bardzo umiarkowanej. Oprócz towarzystwa młodego de la Blanchardièra ma już Gucio znajomego nowego, pana Helcla z Krakowa, o którym już musiał do Księcia pisać. Przybyło zatem trochę rozmaitości i rozrywki. – Niech Bogu będą za to wszystko dzięki! [L 399 – do Władysława Czartoryskiego; Davos, 01.1877]
Dokładam wszelkiego starania, żeby stanowisko moje przy Guciu zajęła osoba duchowna; w jego położeniu kapłan daleko jest pożyteczniejszym ode mnie nędznego i grzesznego, chcącego w pokucie zakonnej ratować duszę swoją zostającą pod ciężarem grzechów. Zresztą mogę tylko polecić i siebie i Gucia Opatrzności Boskiej, której zrządzeniom ulegać będę. – Wstawieniu się Waszemu rodzicielskiego do Boga polecam mnie grzesznego, ufny, że modlitwy wasze o danie mi środków do zbawienia duszy mojej wysłuchanymi przez Zbawiciela będą. […] U nas tu zupełna jednostajność i umysł też biedny, pod tym wpływem do stanu pewnej apatii przychodzi. – Nową dla tutejszych chorych rozrywką jest łyżwowanie, ale ja się boję próbować tego na starość, szczególniej pamiętnym będąc na mój upadek przed rokiem z konia. [L 400 – do rodziny; Davos, 01.1877]
Buniu mój najdroższy, Okrutnym jesteś bratem, tyle już czasu w milczeniu trwając. Bardzo i bardzo jestem spragnionym wiadomości od Ciebie. – Pisałem do Ciebie w czasie Świąt Narodzenia Pańskiego, dzisiaj tylko krótko pisać będę, gdyż u mnie wszystko po staremu. Spać, jeść, na przechadzkę chodzić, niekiedy do książki zaglądać, na żaden dobry uczynek się nie zdobywać, oto moje istnienie w Davos. Dnie się snują jak mgły, a jeżeli nie sprowadzają, jak to bywa w Anglii, spleenu, to tylko Bogu zawdzięczać mogę. – Zdobądź się zatem na dobry uczynek i napisz do mnie o sobie i o znajomych; obdarz mnie nadto adresem Aleksandra. […] Ja ciągle wyglądam ostatecznej decyzji do ustalenia (jeżeli Bogu Najwyższemu się podobać będzie) mego losu w celi zakonnej. Pomódl się za mnie na tę intencję, Buniu mój drogi, przed Przenajświętszym Sakramentem, od którego masz szczęście być tak blisko! Wszak modlitwa, post, jałmużna należą do najprzedniejszych dobrych uczynków. [L 401 – do Gabriela Kalinowskiego; Davos, 01.1877]
Febra się teraz (właśnie od dnia wczorajszego aż do środy włącznie jest termin jej trzytygodniowy) nie objawiła. – Pewne jednak usposobienie do febry, czy też może do cierpienia nerwowego (trudno powiedzieć do którego, bo Gucio ma na myśli raczej febrę, aniżeli nerwy, o których dr Spengler ostatniego razu mówił, że z powodu złego ciągle czasu, one ten stan wywołują) nie ustaje. Usposobienie w ogóle Gucia odznacza się spokojem i jakby ciszą, zbyt tylko jest mało czynne i mało do ruchu i choć drobnej – w zakresie skromnych warunków tutejszego życia – przedsiębiorczości skłonne. Wprawdzie jesteśmy tu w bezwarunkowej prawie pod każdym względem obczyźnie. – Mnie ta pogoda wewnętrzna czystej duszy Gucia cieszy, widzę w niej wielką łączność z Bogiem i prawdziwe zdrowie duszy, które oby wiecznie trwać mogło! [L 406 – do Władysława Czartoryskiego; Davos, 02.1877]
Laudetur Jesus Christus! Najdroższy w Chrystusie Panu bracie, Żaden z listów twoich nie zaginął; odczytałem właśnie dwa ostatnie i nie Ty mnie, ale ja Tobie winienem dziękować. – Zawdzięczam Ci za wiele rzeczy, których Ty nawet się domyślić nie możesz i wypłacać się będę modlitwą do Matki Najświętszej, ażeby wołanie twoje do Boga „Jube, quod vis et da quod jubes” [św. Augustyn; powinno być: „Da, quod iubes, et iube, quod vis – Daj, co rozkazujesz, a rozkazuj, co chcesz”] wstawieniem się Pośredniczki naszej wysłuchanym zostało. [L 408 – do Wacława Nowakowskiego; Davos, 02.1877]
Wypis kilku zdań, którem Ci w liście przeszłym posłał, wywołany był dziwną trafnością i miłością zawartych w nich i bardzo do mego i twego położenia mogących się stosować. Podobnież jeszcze jedno zdanie Świętej Matki Teresy uderzyło mię, dotykając mię w moich znacznych w tej materii uchybieniach. Wypisuję ci je też: […] [„Druga pokusa u początkujących jest bardzo zwyczajna, mianowicie chęć pociągnięcia wszystkich na drogę życia wysoko duchowego, skoro tylko sami zakosztują uspokojenia wewnętrznego i pożytku, jakie z nich się rodzą. Chęć ta nie jest zła, ale sposób wykonania jej może być niedobry, jeśli się tego nie czyni z wielką roztropnością i oględnością, by się nie zdawało, że chcemy innych uczyć” – św. Teresa od Jezusa]. Następuje dalej opisanie własnych na tym polu prac Świętej. Wskazałem Ci też życie Ś-go Alojzego Gonzagi, gdyż własnym doświadczeniem sprawdziłem, jak czytanie tego żywotu, wykonywane wspólnie, jako codzienna, trwająca kwadrans, rozrywka, znakomity wpływ i na mego młodego słuchacza i na mnie grzesznego wywarło. Nieraz też wołam: Sancte Stanislae Kostka, ora pro nobis! Sancte Ludovice – ora pro nobis! [L 408 – do Wacława Nowakowskiego; Davos, 02.1877]
Przed chwilą właśniem odebrał list od Miciutki, który mnie uspokoił co do twego zdrowia. Zważywszy jednak, że może będziesz potrzebował jakie parę miesięcy latem zabawić w miejscu dla twego zdrowia korzystnym – może nad morzem, czy gdzie u wód, więc wypłacę Ci się, za moje niedbalstwo w niesieniu Ci dotąd materialnej pomocy, zapomogą na tę możliwą twoją wyprawę. Nie cofnę też mej pomocy w razie jeżeliby potrzebna wyprawa okazać się miała niepotrzebną. […] Jurasiu mój drogi, List twój ostatni odebrałem i odpisuję króciuchno, zapełniając papier powinszowaniem i życzeniem z powodu Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Bądź też moim pośrednikiem i złóż też moje powinszowania i życzenia cioci Lince, wujaszkowi Jasiowi i Józiowi. […] Westchnij przy Komunii Ś-ej Wielkanocnej za twego grzesznego brata Józefa. [L 411 i 414 – do Jerzego Kalinowskiego; Davos, 03.1877]
Wkrótce znowu do Ciebie napiszę, a teraz polecam się modlitwom twoim. Ja na twoją intencję „Salus infirmorum”[Uzdrowienie chorych], a ty na moją „Refegium peccatorum! – Ora pro nobis!” [Ucieczko grzeszników – módl się za nami]. […] Ja zmuszony zostałem, skutkiem jeszcze niezupełnego urządzenia otoczenia mego młodziana, zabawić jeszcze kilka przy nim tygodni i prawdopodobnie do końca maja nie będę mógł porzucić Paryża. – Być może zatem, że to moje spóźnienie pozwoli mi widzieć Ciebie w Gratz, jeżeli w początku czerwca będziesz przezeń przejeżdżał. […] Jeżeliby mnie nie było, rozmów się o sobie samym i twych potrzebach z naszym Przewiel. Ojcem Prowincjałem Bertholdem. Znajdziesz w nim radę i pomoc należną. [L 417 i 419 – do Wacława Nowakowskiego; Paryż, 04 i 05.1877]
Bawię dotąd w Paryżu, będąc proszonym od rodziny Gucia nie wyjeżdżać do czasu powrotu ojca mego młodziana. W początku czerwca zapewne powrót nastąpi. – używam więc teraz prawdziwego farniente [próżnowania], […] Dzisiaj dzień Zielonych Świąt, ale nie widać tu na ulicach tej zieloności, jaką zdobią u nas w tym czasie kościoły, ulice i domy. […] W tej chwili Adaś, mały braciszek Gucia, podjął obok na schodach z panem Błotnickim taki hałas, że całkiem listu pisanie wstrzymuje. […] Adaś i pan Bobo wpadli do mnie i ostatecznie głowę zmącili. Miałbym jeszcze do odpisania na kilka uwag drogiej Mamy, ale właśnie przed chwilą pokazując panu Bobo ksiązkę, zwróciłem uwagę na napis na niej: „Pax animae – silentium” [Pokój duszy – milczenie]. Więc milczę i upraszam Mateczkę o uważanie mię za ciężkiego grzesznika i o modlitwę za mnie, gdy do modlitwy „silentium” się nie stosuje. [L 420 – do rodziny; Paryż, 05.1877]
Najdrożsi Ojcze i Matko, Ani mi się marzyć mogło, żebym z Paryża wyruszyć miał na brzeg morza. Stało się to niespodzianie z powodu niezdrowia Gucia, dręczonego upałami paryskimi i pragnącego wydobyć się do bardziej umiarkowanego ciepła. Bawimy w Trouville przy kanale La Manche i nasycamy się powietrzem morskim. Zapewne za dni kilka wypadnie mi porzucić Gucia; […] Do Paryża mamy wrócić 19go, t.j. za trzy dni. Nieustalenie jeszcze osoby przy Guciu zatrzymuje mię przy nim i każe mi nawet z pewną trwogą spoglądać w przyszłość moją. [L 421 – do rodziny; Trouville, 06.1877]
Najdrożsi Rodzice, Odpisuję z Paryża na ostatni list Papy, odebrany w Havrze. Już dzisiaj tak się ułożyły okoliczności, że chyba jakaś nieprzewidziana przeszkoda może opóźnić jeszcze moje pożegnanie się z Guciem i jego rodziną. – Tydzień zatem bieżący i przyszły też tydzień będą najważniejszą dobą życia mego. Szczególnie też polecam modlitwom Najdroższych Ojca i Matki i modlitwom rodziny całej potrzeby grzesznej duszy mojej. Oby też Bóg miłosierny pozwolić mi raczył ukryć się za murami klasztornymi od niebezpieczeństw tego świata i udzielić mi chciał ducha pokuty i wytrwałości. – Nie przestanę o tę pomoc Waszą wołać, gdyż nie ma ciężaru większego dla grzesznika, jak być mianym za sprawiedliwego i być przez to pozbawionym wsparcia modlitwami przez bliskie osoby, jakimi Wy jesteście dla mnie, Najdrożsi Ojcze i Matko. – Ochoczo bym się zgodził być sprawiedliwym w duszy, a być uważanym za grzesznego, aniżeli stać w odwrotnym położeniu. Wybaczcie mi te częste nędzy mojej wystawianie. [L 423 – do rodziny; Paryż, 07.1877]
Za kilka dni wypadnie mi rozstać się z Guciem i wyjechać do Linz, dla widzenia się z Przewielebnym Ojcem Prowincjałem, a następnie – jeżeli Bóg Miłosierny pozwoli – do Gratz. W tak ważnej dla mnie chwili udaję się do Wielebnej Siostry z prośbą o modlitwy. […] Ja potrzebuję, w nędzy grzesznej duszy mojej, nieustannej jałmużny Waszej, Wielebna Siostro, dla otrzymania od Zbawiciela ducha szczerej pokuty. – Ta myśl pokuty jedynie prowadzi mię do Karmelu i wszelką inną myśl odrzucam. To, com teraz napisał, uważać proszę za dosłowną prawdę i nie szukać w napisanym tylko wyrazu pokory. – Bóg, obecny kiedy to piszę, czyta w sercu moim i widzi, że za mnie, jako za grzesznika przeważnie, modlić się należy. [L 424 – do s. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD; Paryż, 07.1877]
Szanowna Pani Ludwiko, Po tak długim milczeniu biorę pióro do nakreślenia krótkiej prośby. Tą prośbą jest prośba o modlitwy twoje i o modlitwy pani Karoliny – na moją intencję, gdyż za dni kilka opuszczam stanowisko obecne i idę stukać do furty klasztornej. Proście, dobrodziejki moje, którym tyle obowiązany za pomoc i ratunek mnie nie raz okazane, proście, aby Bóg Miłosierny mnie, grzesznikowi, pozwolił przestąpić próg klasztoru i dał łaskę spędzenia reszty żywota w pokucie i zaciszu życia zakonnego, a przede wszystkim, aby dał łaskę zgadzania się z wolą Jego i trwania, gdziekolwiek bądź podoba się Mu mnie postawić, nieoderwanie już u stóp Zbawiciela, którego tak często grzechami mymi obrażałem. [L 425 – do Ludwiki Młockiej; Paryż, 07.1877]
Nie zważając na wszelkie wygody i szukane dla rozrywki pomoce, niełatwe do przebycia były te chwile. Młody Książę zachował jednak zawsze spokój i równość usposobienia. Łaska Boża współdziałała i wyłącznie tej łasce przypisywać można powolną pracę wewnętrzną, która się objawiać zaczęła w duszy młodego księcia. Ostateczny przełom, o ile wyrokować mogę nastąpił w Davos, gdzie zwykle wieczorami czytaliśmy w głos jakąś książkę. Żywot św. Alojzego Gonzagi przez o. Cepari T.J. skreślony, a przysłany mi z Włoch przez o. Wacława Nowakowskiego, bawiącego tam wówczas, na rozwój wewnętrzny ostatecznie wpłynął i młodemu księciu wrota do łatwego obcowania z Bogiem otworzył. [W 216]
W kilka miesięcy później pożegnałem Gucia, chroniąc się sam do klasztoru Karmelitów Bosych w Gracu, gdzie książę Władysław z Guciem był łaskaw raz jeden mnie odwiedzić. Raz też młody książę odwiedził mnie w klasztorze w Czerny i parę razy spotkaliśmy się w Krakowie. Ostatni raz odprowadził mnie na kolej – i to było nasze ostatnie pożegnanie. Wstąpił wkrótce do Zgromadzenia Ks. Salezjanów, przez samego wielebnego ojca Bosco tam będąc przyjętym. Zgasł w Panu jako wzór wierności powołaniu swemu. Powoli też zaczęli gasnąć i wszyscy z rodzinnego koła, w którym spędzałem tak błogie chwile w Hotelu Lambert w Paryżu. Nasamprzód księżna Małgorzata, następnie książę Władysław, później księżna Działyńska, miss Detekins jeszcze przedtem, również poczciwy, drogi Pan Bobo, czyli p. Błotnicki. Pozostali synowie księcia Władysława: książę Adam w Sieniawie, książę Witold w Gołuchowie. Za wszystko, co uczynili z miłości ku Bogu i miłości bliźniego, w Kościele świętym i w ognisku emigracji – i za to wszystko, co ja im zawdzięczam, niech Bóg miłosierny koroną chwały uwieńczyć ich raczy. Na tym pamiętnik zawieram. Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu. [W 216-217]
Mości Książę, Piszę ten list w celi gościnnej Ojców Karmelitów. Jakiż tu spokój i jacy tu łaskawi ojcowie! Własna moja dusza jakże czarną, bardziej niż kiedykolwiek wydaje mi się czarną. Ale to na stronę: cel mego listu jest przesłać prośbę Gucia o zostawienie u pana Siemaszki jego adresu do Hiszpanii; co też, Mości Książę, może będziesz łaskaw uczynić. Do Gratz wyjadę albo dzisiaj, albo we wtorek, gdyż jutro niedziela, a pojutrze Święto Matki Boskiej Karmelu. – Adres mój w Gratz będzie: Noviziat Convent. Graben Strasse Nº 86. Gratz in Steiermark. – Oby ten adres już się prędko nie zmieniał! [L 427 – do Władysława Czartoryskiego; Linz, 07.1877]
Co do mnie, nie zaszła żadna zmiana, tylko dyspensy jeszcze nie nadeszły. Zdrowie takie samo, a jeśli chodzi o duszę, wyprostowuje się pod wpływem życia zakonnego. Błogosławiąc rękę Boga, która mię zaprowadziła pod gościnny dach synów Najśw. Maryi Panny, nic mi nie pozostaje, jak poświęcenie się Bogu bez zastrzeżeń i nieodłączanie się od Jezusa Chrystusa przez resztę moich dni, by Go móc wysławiać po śmierci. To opieka Bożej Opatrzności sprawia, że w każdym momencie życia, w jakim się człowiek znajdzie, można korzystać ze środków dobroci i miłosierdzia Bożego, jakie On podaje każdemu z nas. Módlcie się w mojej intencji, moi Rodzice kochani i moi drodzy bracia i siostry. [L 428 (tłumaczenie z francuskiego) – do rodziny; Gratz, 10.1877]
Modlitwa przynosi dobre myśli. Obarczam Cię, mój Ojcze kochany, jeszcze jedną prośbą. Zechciej napisać do czcigodnego ojca Szwermickiego, że otrzymałem od niego ostatni list z 26 sierpnia, że proszę Boga, by go obdarzył wszelkimi potrzebnymi łaskami w zamian za wszystkie dobrodziejstwa, jakie czcigodny ojciec mi świadczył. Proszę usilnie. o. Krzysztofa, żeby zechciał odebrać od Feliksa Historię Anglii napisaną przez Macaulay'a (Historia ta, którą dałem Feliksowi, zawiera zdania nieprzychylne naszemu świętemu Kościołowi), i spalił wszystkie tomy. Niech nie mówi o tym nic Feliksowi. Postaram się dla niego o lepszy podarunek. To polecenie jest dla mnie sprawą sumienia. Niech czcigodny ojciec zechce je spełnić, a Feliks, po dokonanym fakcie, nie będzie miał najmniejszego żalu, owszem, z pomocą łaski Bożej, będzie miał powód do dojrzałej refleksji na temat obowiązków pobożności. [L 428 (tłumaczenie z francuskiego) – do rodziny; Gratz, 10.1877]