LISTOPAD
Rok B
O mater Ecclesia [O matko Kościele], szczęśliwy, kto cię dostał za matkę: Suscipiens a terra inopem et de stercore erigens pauperem [Który podnosi z ziemi biednego i z gnoju wywyższa ubogiego (por. Ps 113,7)]! [SB 17]
W wątpliwościach, pokusach, gdzie przytułek znajdę, jeżeli Ty mię, dobry Jezu, Serca swego nie otworzysz? Odbierz wszystko, tylko nie usuwaj siebie! [SB 17]
Przed wyjazdem z Irkucka, kiedyśmy z Zienkowiczem i Gamełłą mieszkali na probostwie, do ks. proboszcza zaszedł włościanin pewien, rodem z Królestwa, pragnący wrócić do rodziny swej, […] Statek miał nazajutrz odpłynąć, prosiłem go o okazanie swych papierów, chcąc się upewnić o prawdziwości rzeczy względnie do jego osoby. Straszny deszcz ulewny nazajutrz lunął na Perm i biedny mój pielgrzym przybiegł do mnie raniuchno przemokły istotnie do nitki. Naprawdę było to opatrznościowe, nie byłbym go tak hojnie jałmużną i odzieżą zaopatrzył, gdyby się okazał w jasny dzień pogodny. Papiery były w porządku; […] poczciwy a niestrudzony mąż i ojciec rodziny z wygnania dogonił na koniec do domowego rodzinnego ogniska. Została mi jeszcze w pamięci postać jego szlachetna, a razem pełna pokoju, istotnie nosił na sobie cechę dusz wybranych, którymi miłość do kraju i rodziny, przy szczerej pobożności, prawdziwymi synami Kościoła św. i ojczyzny czyni. [W 190-191]
Wyczekuję odpowiedzi na list od hrabiego Szuwałowa w interesie zaliczenia mi lat pobytu na Syberii. Odpowiedź wskaże mi, co mam począć. […] Poznałem tu miastowe towarzystwo, podobał mi się skład jego, chociaż widziałem je tylko w jego cząstkach, nigdzie nie zdarzyło mi się być w pełnej gromadzie, jak to bywało w Ussolu i Irkucku. Byłem parę razy u Pasterza [bp Kasper Borowski]; bardzo uprzejmy w domu; myśl cała skierowana do potrzeb Kościoła, o tej tylko materii mówi i, będąc biegłym i świadomym spraw kościelnych, jest niewyczerpany w opowiadaniu, dla mnie osobiście bardzo ujmującym.[L 200 – do Jakuba Gieysztora; Perm, 09.1872]
W przeszłym moim liście pisałem o tym, żem się odmówił od zajęcia z dziatwą; wkrótce potem znowu zrobiono mi propozycję i zważywszy różne okoliczności, a najbardziej tę, że kieszeń coraz smutniej wygląda, przyjąłem wezwanie i umowa stanęła 40 rs. [rubli srebrnych] miesięcznie za trzy godziny zajęcia dziennie. […] Dziewczynka moja Mania [Diagelew], miłe bardzo dziecko, chętna do nauki i obiecuje być staranną; brat jej Wania trochę innej gliny, jeżeli nie da się przerobić na porcelanę, to może choć cegiełka wyjdzie dobra. [L 202 – do rodziny; Perm, 09.1872]
Inspektor Orłow odszukał dla mnie pracę w rodzinie Diagelew. Miałem troje dziatek do kształcenia. Rodzina ta składała się z dziadka, wdowca – krzepkiego i pełnego życia, chociaż przestrzegał życia bardziej samotnego, oddawał się pracy około zarządu dóbr swoich, gdyż był bardzo zamożny. Odznaczał się wielką pobożnością i o ilem słyszał, bodaj co tydzień spowiadał się przed archirejem (czyli prawosławnym biskupem). Nie bardzo z początku był rad, że wezwano różnowierca do nauki dla wnucząt, które bardzo kochał. Później się oswoił i okazywać się zaczął bardzo przychylnym. […] Po moim z Permu wyjeździe dla wnuczki zaproszono do tej rodziny nauczycielkę stałą, Polkę. [W 189]
Oprócz zajęcia w tym domu [Diagelew] starałem się pomagać w kształceniu się dwom córeczkom rodziny Poźniaków. Z kochanym zaś ks. Fisherem studia języka francuskiego czas też zabierały. Miał ten drogi i zacny kapłan popęd do lepszego postępu w znajomości tej mowy, chętnie więc pomocą mu służyłem. Nieraz i syn dyrektora gimnazjum klasycznego, gdy trudności, przeważnie w rozwiązywaniu zadań matematycznych, zachodziły, przyjeżdżał do mnie, wzywając ratunku. [W 190]
Ale człowiek póki w ciele, zawsze niespokojny i nienasycony. […] Póki co trzeba się cieszyć teraźniejszym stanem i deptać błoto permskie i strzec się od złamania nóg na trotuarach. [L 203 – do rodziny; Perm, 10.1872]
Co do życzeń, zawsze jedno i dobrze Ci znane: obyś mógł jak najprędzej podnieść „sursum cor” [w górę serce], a reszta sama przyjdzie. […] Bywaj zdrów, mój drogi Felku, niech Bóg Cię strzeże. [L 204 – do Feliksa Zienkowicza; Perm, 10.1872]
Co dzień wieczorem o 7-mej mam wstęp do Pasterza [bp Kasper Borowski], dla rozwiązywania trudności spotykanych w teologii, którą w wolne godziny czytam. Resztę czasu zajęcie pochłania, trochę przechadzka i obiad, na którym spotykam się z Zygmuntem Czechowiczem i innymi towarzyszami, co też jest dla mnie bodaj jedyną towarzyską rozrywką. Wieczory zajęte pracą, nie pozwalają korzystać ze znajomości rozrzuconych po mieście. […] List ten zaczęty z rana, kończę wieczorem; z Maurycym Mierżejewskim byliśmy na herbacie u Pasterza, który bardzo rad, kiedy go odwiedzają. Nie bardzo tylko jest komu zaglądać do niego; całe więc tygodnie i miesiące przechodzą w samotności. [L 205 – do rodziny; Perm, 11.1872]
Był czas, kiedy w młodocianej zarozumiałości, przypisywałem sobie tę trochę nauki i towarzyskich nabytków, jakie, pochlebiałem sobie, żem posiadał. Jednym podmuchem Pan Bóg rozproszył moją pychę i zmuszając mię dorabiać się własnymi siłami nowego stanowiska, otworzył mi oczy na moją nieudolność i brak gruntownej wiedzy, oprócz tej, którą posiadałem nie z własnej pracy, ale w darze od Ciebie, mój Najdroższy Ojcze, przez Twą opiekę i troskliwe czuwanie około mego umysłu i serca. Przeglądając też moją dodatnią pracę życiową, widzę, że Bóg jakby ucząc mię pokory, pozwala głównie czerpać ze zbiorów nagromadzonych Twoją a nie moją własną ręką. – Co też Drogi Ojciec po troskliwej uprawie posiał, temu Pan Bóg wzrost dał i Tobie wraca, ja zaś tylko kąkol siałem. Dzisiaj też niech te wyrazy będą hołdem mojej wdzięczności, które u stóp, Najdroższy Ojcze, Twoich w pokornej miłości składam. [L 206 – do ojca; Perm, 11.1872]
Biedna Masia, nie zważając na zewnętrzną niby swobodę, cała jeszcze przejęta doniosłością straty i zdaje się, że ze złożeniem w grób matki i doczesne swe szczęście pogrzebała. Żeby też Wiktor, podźwigając się ostatecznie z choroby, mógł zająć właściwe miejsce nie tylko w sercu, ale i w życiu Masi; wiem z doświadczenia, że wszelkie cierpienie zujemnia zewnętrzną, dodatnią czynność człowieka, skupiając go więcej w sobie. Otóż i przedłużona choroba Wiktora musiała w tym kierunku na niego oddziałać i potrzebny jest chyba nie ziemski bodziec, żeby go wyprowadzić ze stanu pewnej odrętwiałości, towarzyszącej fizycznemu cierpieniu. [L 208 – do Ludwiki Młockiej; Perm, 12.1872]
Martwi mię i trapi niezmiernie wyrzut sumienia, że zbyt musiałem mieć mało miłości do Boga i bliźniego, kiedy nie byłem w stanie rozbudzić w Tobie ani iskierki miłości Bożej. A cóż, zdaje się prostszego jak kochać Tego, od którego mamy wszystko, czym jesteśmy; nawet każdą zręczność czynienia innym dobrze, jak też i same środki czy umysłu, czy serca, przez które stajemy się jakoby samodzielnymi i nieraz się nimi pysznimy, jakoby naszą własnością. Jeżeliby, drogi Felku, jaki nieznajomy Tobie lub bliskiej Ci osobie, uczynił znaczną przysługę, jakbyś dokładał starań o to, żeby dowiedzieć się o jego imieniu i wdzięcznością dobroczyńcy się wypłacić. Niestety zaś o Tym, przez Którego jesteśmy i pytać nie chcesz, i imienia znać nie chcesz, i chwili jednej nie poświęcisz, żeby do niego dokołatać. [L 210 – do Feliksa Zienkowicza; Perm, 12.1872]
Jeżeliśmy z Tobą wolni od kłopotów własnych dzieci, to zapewne nie na próżno mamy styczność z obcymi. Trzeba też i im cokolwiek poświęcić. Zdajesz się, Felku, odróżniać naukę Kościoła od nauki Chrystusa w pierwszym twym liście. Otóż, chociażby w tym wypadku, czyż zalecenie Kościoła, żeby mieć pieczę nie tylko materialną, ale duchowną też względem służby domowej nie płynie bezpośrednio ze słów Zbawiciela: „co uczynicie jednemu z tych najmniejszych, mnie uczynicie” [por. Mt 25,40]. Ja bym rozumiał, że tu chodzi nie o dressowanie [z fr. dresser – tresować] tylko dziecka, ale też i o coś ważniejszego, szczególnie wobec Ignasia – sieroty i jeszcze jakiego sieroty. Niech Ci resztę własne Twe serce dośpiewa! [L 210 – do Feliksa Zienkowicza; Perm, 12.1872]
Najdrożsi Rodzice, Po oddaniu dzisiaj Bogu co jest boskie, a ludziom – co ludzkiego, jestem znowu w moim pokoiku samotny i do Was myślą i sercem się zwracam. Nabożeństwo u nas było skromniutkie, dla uroczystej Pasterki ani miejsce, ani inne warunki nie są po temu. Uprosiłem zakrystiana, żeby mi pozwolił do pierwszych Mszy ŚŚ. służyć i, prawdę mówiąc, na dobre się zmęczyłem. – Za to też i za Was, i za siebie dostatecznie się namodliłem. […] będąc jakby oderwanym od Was, tu zaś uważając siebie za przychodnia i przechodnia, zostaję na uboczu i bardziej niż kiedykolwiek i gdziekolwiek – obcym wesołości tych dni. […] Licznie zapewne dzisiaj w Hrozowie; Panu Bogu podoba się trzymać mię daleko od Was i od tych wzruszeń i radości rodzinnych, których już lat tyle serce nie doznawało. [L 211 – do rodziny; Perm, 12.1872]
Patrząc w nieskończony przestwór nieba, wzrok na próżno szuka oparcia się; nie znajdzie go w nieskończoności i chyba w nieskończoności spocznie. – Podobnież i myśl ginie w wieczności i w niej tylko spocząć może. Wszyscy zmysłami mogą sprawdzić nieskończoność przestrzeni, dlaczegóż są tacy, co nie uznają nieskończoności czasów? [SB 16]
Pierwszy obowiązek miłości dla tego, komuśmy obowiązani to, co mamy; następnie miłość dla tych, którym jesteśmy w stanie dobrze czynić; inaczej zapłać przede wszystkim dług, a później rozdawaj jałmużnę. – W tym też porządku i nakładają się przykazania Boże: najprzód Temu miłość, przez Kogo „jestem”, później tym, z których jestem, następnie tym, z którymi jestem. Bóg – rodzice – bliźni. [SB 16]
Wolność kobiety w Kościele katolickim. Niech się wyzwala kobieta z więzów w tej społeczności, gdzie nimi jest skrępowana; w Kościele zaś katolickim Zbawiciel już wyzwolił kobietę. Wszak Maryję nazywamy Królową nawet aniołów, a przez Nią ileż powstało niewiast, przed których cnotami i mądrością czołem bijemy? Nie oderwane, ale wprost do kobiety katolickiej dają się stosować słowa Przypowieści Salomona: Mulierem fortem quis inveniet [Niewiastę mężną któż znajdzie? (Prz 31,10)], które Kościół czyta w uroczystość niewiast świętych. [SB 17]
Boże, jeżeli mam żyć, to spraw, żebym już tylko dla Ciebie żył w uczynkach podjętych dla miłości Twej. [SB 17]
Maryjo, naczynie poważne, módl się za nas lekkomyślnych! [SB 17]
W listopadzie jużem nie wiedział dokąd pisać i tylko wiadomość od Felka, żeś w Suwałkach, wydobyła mię na koniec z niepewności i do pióra przynagliła. Szczęść Ci Boże w tym pogrobowym życiu! Mnie dotąd tylko wieko trumny podjęto, ale ruszyć się jeszcze w niej nie mogę: zagrzązłem w Permie i wypatruję stąd co chwila odpowiedzi na moje starania o uwolnienie mię zupełne i zaliczenie do tej kategorii, w której Ty dzisiaj się znajdujesz. [L 213 – do Jakuba Gieysztora; Perm, 01.1873]
Dzisiaj już ja się nie łudzę wychowaniem uniwersyteckim: nie nakarmi ono umysłu, nie zaspokoi serca, szczęśliwie, jeżeli nie zdoła i jednego i drugiego zatruć jadem. – Jeżeli Ci [Olku] nie przychodziła myśl szukać zdrowszej nauki dla umysłu, a bezpieczniejszej dla serca na innej drodze, nie śmiem Ci jej doradzać; ale przypomnieć, że ona istnieje – mam prawo. – Tą drogą jest poświęcenie się służbie Bożej: „Domine, tu es pars haereditatis meae” [Panie, ty jesteś cząstką dziedzictwa mojego (por. Ps 16,5)]. Piękniejsze to jest dziedzictwo nad wszelką umiejętność, bo dziedzictwem tym – Mądrość sama. [L 215 – do Aleksandra i Jerzego Kalinowskich; Perm, 01.1873]
Wierzaj mi, mój drogi Olutku, że w gorzkości serca mego nieraz sobie powtarzam za Ś-ym Augustynem: „O starożytna piękności, dlaczego Cię tak późno pokochałem!” – wspomnienie krótkiego, ale błogosławionego życia Ś-go Stanisława Kostki jest mi zwykle wyrzutem zmarnowania lat najpiękniejszych życia na pracy rozpraszania, a nie zbierania z Bogiem. – Oby smutek i utrapienie moje dzisiejsze potrafiło pobudzić Ciebie, drogi Olutku, a za Tobą, miłego Jurasia, do zrozumienia, że tylko jedna jest rzecz niezbędna na tym świecie, „unum necessarium” [por. Łk 10, 42] – według rady Zbawiciela. [L 215 – do Aleksandra i Jerzego Kalinowskich; Perm, 01.1873]
Smutną mi niedawno przesłała wiadomość pani Ludwika o Wincentym Gratkiewiczu: znajduje się obecnie w domu zdrowia. Nadużycie życia na Kaukazie bodaj wprowadziły go do tego nieszczęścia. – Pamiętam go takim wesołym, pełnym życia i zdrowia młodzieńcem w Petersburgu, a dzisiaj taki okropny koniec! Proszę się za niego modlić; szczera nas przyjaźń ze sobą łączyła, ale nie według Boga, ludzka, i wtedy przykładem mojej niepobożności mogłem i jego zachwiać w wierze, a on był szczerze pobożny kiedyś. – Wszędzie więc ruiny moralne, umysłowe, społeczne, religijne. Do wielu i rękę się przyłożyło, wołać też do Boga nie przestaję: „Et ab alienis peccatis parce mihi” [I od obcych (grzechów) ustrzeż sługę twego (por. Ps 19,14)]. [L 216 – do rodziny; Perm, 01.1873]
Nieraz czuję się być bardzo upokorzonym moim guwernantkowaniem, tak nieodpowiednim zajęciem dla mężczyzny, będąc podobnym w tym przypadku do Ikarego z mitologii, który, że chciał zbyt wysoko latać, skrzydła swe w bliskości słońca spalił i o słabych stopach, później spadłszy na ziemię, po tej ostatniej się ruszać musiał. – Z drugiej jednak strony Bogu winienem podziękować, że mię tą stosownie łatwą pracą opatrzył i dał mi przez to towarzyską niezależność. [L 218 – do Ludwiki Młockiej; Perm, 02.1873]
Niepokój wielki musiał być w Hrozowie z powodu choroby braci, chociaż przechodniej, ale zatrważającej na przyszłość. O ile widziałem dawniej, a dzisiaj słyszę, powierzchowna wiedza nabyta ciężką i niebezpieczną nie tylko dla zdrowia, ale i dla serca, i dla umysłu, pracą w uniwersytecie, pochłania zbytecznie młodzież, ze szkodą jej samej a następnie i społeczności. Nie stawię to moje zdanie bezwzględnie, ale tylko stosując do dzisiaj panującego w nauce świeckiej kierunku. [L 218 – do Ludwiki Młockiej; Perm, 02.1873]
Jest nadzieja, że na wiosnę zacznie się budowa murowanego kościółka; obecnie nabożeństwo odprawuje się w najętym domu; całe otoczenie i ubranie ołtarza więcej niż skromne, prowadzą myśl do żłóbka betlejemskiego i każą podziwiać dobroć Stworzyciela, który tak łaskawie w pokornej szopce chce być między nami obecnym. […] Przychodzi mi na myśl Pani Karolina, dla której od tylu lat tych uroczystości nie ma, a która tak wytrwale trzyma się Chrystusa bez tych pomocy zewnętrznych, potrzebnych dla nas zmysłowych ludzi. – Serdecznie proszę panią Karolinę pozdrowić i modlitwom jej mnie polecić, nie tylko mnie, ale i nas tu wielu potrzebujących modlitw dla braku czy własnych zasług, czy też samej sposobności modlitwy. [L 218 – do Ludwiki Młockiej; Perm, 02.1873]
Moja droga Maryniu, Już nie wiem który raz odczytuję twoje pisemko, zawsze z równą przyjemnością i z małym wybuchem śmiechu na tę żywość myśli i uczucia, jaka się przebija w twych wyrazach. Szczęśliwaś, moja Maryniu, że umiesz jeszcze marzyć, nie bojąc się rozczarowań; ja bym też rad pomarzyć i pobudować trochę zamków powietrznych (czytaj uczuciowych), ale boję się następstw, mianowicie w Permie: wypadnie z powietrznych pałaców upaść w morze śniegowe, jeżeli to będzie zima, albo w grząskie błotko w innej porze roku. Niech ta uwaga starczy Ci do czasu, póki, jeżeli Bóg pozwoli, resztę wypowiem żywą mową. [L 219 – do Marii Kalinowskiej; Perm, 02.1873]
Matka chciałaby, zdaje się, widzieć mię trochę sroższym, będąc sama słabą dla swej dziatwy, ale nie potrafię lwa udawać; a jeżeli czasami zniecierpliwiony wybuchnę, to ostatecznie sam ze siebie nierad jestem i kończy się tym, że podwajam łagodność. – Naprawdę tymi małymi stworzeniami niełatwiej rządzić jak ludźmi, dla normalnego też wychowania dzieci trzeba posługiwać się oprócz karności ludzkiej, nadto karnością kościelną, gdy zaś tę ostatnią stosować nie można, złe będzie wychowanie, złe też będą i rządy. I na ten punkt radziłbym Maryni uwagę zwrócić, żeby nie trafić in patribus infidelium. [Uwaga dla siostry, by nie podejmować zajęcia wychowawczyni w rodzinie niekatolickiej]. [L 219 – do Marii Kalinowskiej; Perm, 02.1873]
Nie wiem, czy słusznie, ale tak mi się coś zdaje, że dziwnie lekceważono u nas gospodarstwo, jako zajęcie, któremu się oddawać należy, jako pewnemu obowiązkowi, tym, którzy są doń, jeżeli nie powołani, to przynajmniej urodzeni i z niego żyją. – Przychodzi mi na myśl Wiktor na przykład; uważam z listów jego, że myśl jego w inną stronę zwrócona. – Piszę to jako prostą uwagę, która mi się nasuwa, a bynajmniej nie jako wyrzut komukolwiek bądź a szczególniej kochanemu bratu; sam na ten wyrzut zasługuję i od siebie i od drugich przez niejednokrotne uchylanie się od właściwego powołania i wdawanie się nie w swoje. [L 222 – do rodziny; Perm, 03.1873]