STYCZEŃ
Rok B
Wczora przeniosłem się na nowe mieszkanie na probostwo; […] Pokoik mam wyborny […] Powietrze wyborne, bo kościółek za miastem, na wzgórzu. Błogosławić więc tylko trzeba za te dary Boga i zdobyć się na gorliwość w służbie Jemu i bliźniemu. – Jeszcze proponują mi państwo Czarnoccy zajęcie się ich chłopczykiem za 20 rs. miesięcznie; zwłóczę z odpowiedzią, bo chociaż zajęcie na pozór nietrudne, ale dla tego, kto się go już dotykał, przy sumiennym wykonaniu uciążliwe i wymagające odpowiedniego temperamentu, którego mi właśnie brak. Jutro jednak ostatecznie zdecydować się muszę. […] Spokojnie więc wypatruję obrotów Masi w stolicy. Nawet w razie niepowodzenia, ostatecznie nic się złego nie stało; pożałować wypadnie straty pieniężnej i fatygi Masi. – Odrzuciwszy więc troski daremne, trzeba myśl zwrócić do korzystnego używania chwili obecnej. [L 249 – do matki; Smoleńsk, 11.1873]
W czasie mego pobytu w domu, kiedy wszystkie postacie stały się dla mnie wyraźniejsze, dla łatwiejszego porozumienia się (non ad destructionem sed ad aedificationem [nie dla niszczenia, ale dla budowania]) postanowiłem pisywać do pojedynczych osób; daleko jest łatwiej prowadzić rozmowę z jednostką, aniżeli z ogółem, który nie stanowiąc indywiduum, nie jest istotą. Jeżelim się dawniej trzymał innej reguły, to raczej z konieczności, aniżeli z upodobania. – Stosunek więc mój do każdego z członków rodziny, wydobywając się z mglistości... [L 249 – do matki; Smoleńsk, 11.1873]
Drogi i Kochany bracie w Chrystusie, Nie spodziewałem się tak prędkiej odpowiedzi od Ciebie, wielką więc był niespodzianką twój list, choć pełen smutku na pierwszej stronicy, ale tak dobrze zakończony. Niech Cię Bóg Najwyższy wspiera w walce, Bella premunt hostilia [Bój srogi nęka wiernych Ci]! Mój drogi, podobnie też i mnie, i wielu z nas walczyć wypada, najbardziej z sobą samym. W niewoli jakoś i szatan w nas uwięziony, tak zwana swoboda i stosunki światowe otwierają też i jemu swobodę. – Ciężkie też i ja próby przeszedłem i właśnie tam, gdzie zdawałoby się powinien byłem być najczystszym. Dzięki pomocy Najwyższego znowuśmy w obronnym miejscu. […] Do Juliana [Charmański] pisuj, chociażby Ci nie odpisywał; jest to rodzaj misji, w której nie ma co się oglądać na odpowiedź. [L 252 – do Jakuba Gieysztora; Smoleńsk, 11.1873]
Przesyłam więc Drogiej Pani i panu Władysławowi doroczne powinszowania i życzenia, ażeby zamieszkując odtąd w sercach naszych, dobry Zbawiciel wniósł w nie ten pokój, który On w nocy Swego Narodzenia obiecał ludziom dobrej woli. Chociażby zejść do stanu pastuszka, ażeby ten głos usłyszeć! [L 253 – do Ludwiki Młockiej; Smoleńsk, 12.1873]
Nie śmiem brać na siebie roli duchownego doradcy, chcę tylko uwagę Mamy zwrócić na tę okoliczność, że chociaż otoczenie, czas i miejsce mają pewien wpływ na nas, ale ostatecznie nie one nami rządzą, ale my sami naszą własną wolą kierujemy pod okiem Opatrzności. Od Jurasia zależy łączyć wolę własną z wolą Bożą w Hrozowie i również od niego trzymać ja w zgodzie z Bogiem w Rydze lub jakim bądź innym miejscu, gdzie mu być wypadnie. – Że „bella premunt hostilia [bój srogi nęka wiernych Ci]” i że bez walki się nie obejdzie ani on, ani żaden z nas, pókiśmy w ciele, to prawda; ale też Bóg nie dopuszcza, aby nas kuszono nad siły i na ratunek zawsze pospieszyć gotów; trzeba Go tylko wzywać, a Juraś, dzięki Matki staraniom, modlić się umie, wie także o środkach pomocy Sakramentów Świętych. [L 254 – do matki; Smoleńsk, 12.1873]
Zapytujesz mię, mój drogi, o czasie mego do Warszawy przyjazdu; nic Ci na to nie potrafię odpowiedzieć. Zechciej tylko mieć w zapasie jedno łóżko dla mnie; oto całe dla mnie przygotowanie. Przywykłem tylko do rzeczy nieodbicie potrzebnych, stosuję się do tego i dzisiaj u siebie, a tym bardziej nie odstąpię od tego w czasie mojej u Ciebie gościny. Nie myśl zatem o jakichkolwiek bądź porządkach u siebie i nie narażaj się na koszt niepotrzebny. Myśmy jeszcze w Starym roku, a wyście już wkroczyli w Nowy [kalendarz juliańskim i gregoriański]. Winszować chyba możemy sobie ciężarów, które Panu Bogu podoba się zsyłać na nas; życzyć zaś – abyśmy je potrafili nieść ochoczo i na pożytek wieczny ich używać. […] Dzwonią na Nieszpory, więc żegnam Cię, mój najdroższy, Bogu Cie polecając i całując po bratersku, przywiązany brat Józef. [L 256 – do Gabriela Kalinowskiego; Smoleńsk, 12.1873]
Przypatrując się bliżej ludziom, powoli przychodzę do tego przekonania, że jeżeli przyczyną upadku z jednej strony jest zepsucie serca, to z drugiej wiele jest uchybień jedynie ze spaczenia umysłu, spaczenia wspólnego nam wszystkim dzieciom i dziedzicom skażonej natury naszego praojca Adama. Z tego drugiego źródła płynące upadki Bóg łaskawy za grzech może nie zechce poczytać. [L 257 – do matki; Smoleńsk, 12.1873]
Najdroższy Ojcze, W tym już Nowym Roku pierwszy list Tobie się należy. Mając ciągle prawie w uszach śpiewy i modlitwy kościelne, stają mi one w myśli na zawołanie i z nich też wybieram życzenia moje: „Dominus det nobis suam pacem i vitam aeternam [Niech Pan nam udzieli swojego pokoju i życia wiecznego]!” - Nie można jednak powiedzieć, żeby pokój panował pierwszego dnia roku; trzeba było w tym dniu wypłacić zaległość w czasie Świąt zaciągniętą. […] Byłem u niego [dr Czekotowskiego] wczoraj na obiedzie, wieczór przepędziłem u państwa Czarnockich; miałem zaprosiny do pani Czudowskiej, ale przerażony tańcami, nie odważyłem się stanąć na wezwanie. [L 258 – do ojca; Smoleńsk, 01.1874]
Dzisiaj, patrząc na maluzkie grono wiernych, którzy, na takiej olbrzymiej przestrzeni kraju, łącznie ze szczupłą liczbą rozsianych katolików, otrzymali Słowo Żywota, wobec błędów, którym służy reszta ludności, przerażenie mną opanowało na tak małe skutki męki Zbawiciela. Jaka też i na nas odpowiedzialność, żebyśmy się nie stali przez niewdzięczność i twardość serca „synami zatracenia” [por. Lm 1,16], po odebraniu tej wyłącznej łaski należenia do prawdziwego Kościoła. O Jezu! Advenial regnum tuum [O Jezu! Przyjdź królestwo Twoje]! [SB 18]
Przy dzisiejszej gorączce mędrkowania i rozprawiania o wszystkim, bez należnego przygotowania umysłowego, bodaj czy nie najskuteczniejszą drogą wycofania prawe charaktery z tego błędu umysłowego – obejście tej gorączki przez unikanie rozpraw, a uderzenie wprzód do godności człowieka i jego wyższych celów, wskazuje na marność zabiegów i słów ludzkich wobec możności służenia Bogu i ludziom w stanie Bogu miłym, powtarzając słowa Chrystusa: „Rozdaj, co masz i pójdź za mną” [por. Mt 19,21]. [SB 19]
Do takiej szczerej mowy, czy przygotowałeś serce własne tą wspaniałością krzyża Chrystusowego? Ach, bodajżem tylko szukał słodyczy płynących z bliskości twej, Chryste, ale dalekom odpędzał od siebie cierpienie! Mówię, że Cię miłuję i zdaje mi się, że serce me nie kłamie, ale czy pamiętam na to, że dla otrzymania miłości Twojej iść trzeba tą drogą, jakąś sam obrał, a od tej drogi krzyżowej odwracam oczy. – Czyż spotkać Cię potrafię na innej? Dobry Jezu, sam wprowadź mię do bolejącego Serca Twego i podnieś mię tam, gdzie niedołężne siły moje zatrzymały się! [SB 19]
Jeżeli Bóg uwolnił mię od wyraźnego posłuszeństwa przełożonym, odbierając mi ich, widocznie dlatego, żebym był czujniejszym na własny głos Jego? Czyż nastawiłem pilnie ucha na ten głos? A gdy on uderzał mię, czy byłem mu ochotnie posłuszny? Ileż krnąbrności mam sobie do wymówienia! [SB 19]
O ile dzisiaj systemat wychowania jest pogański, łatwo widzieć chociażby z tego, że bezwarunkowo wierzymy w autentyczność utworów świata klasycznego i historycznego, a wątpliwość tylko rozciągamy do Pisma Świętego i do historii Kościoła, tak jakby one nie były równie pozytywne jak literatura starożytna i historia tak zwana świecka. – Czy godziwą jest rzeczą historia świecka, przy dzisiejszym rozumieniu rzeczy? Ten rodzaj laicyzmu od dziejów Kościoła jest potwornym odszczepieniem i źródłem dzisiejszych błędów. – Ratować ludzkość z tej przepaści błędu może jeden Bóg, pomagać Mu możemy czynnie zwrotem kierunku wychowania, stanowiąc je na właściwych posadach chrześcijańskich, ale jak tego dokonać przy takim rozstrzelaniu się umysłu ludzkiego od ogniska prawdy i powagi – Stolicy Świętej? [SB 19]
Wszystko jest zewnątrz nas. Mocni o tyle jesteśmy, o ile się chwytamy Zbawiciela i tych, których przez Niego poznaliśmy. Jeżeli się nie trzymamy Go, możemy tylko trafić do Jego przeciwnika, bo w nas samych – nicość, zero i nie możemy wystarczyć sobie w złem czy dobrem, z samej natury stworzenia naszego, ani na jedną chwilę. [SB 19-20]
Trwałość nałogów i moc ich nawet na łożu śmiertelnym. Jakiej baczności i czujności winniśmy dokładać za życia w zdrowiu, żeby być wolnymi od nich w chorobie. „Rzadko kto się poprawia w chorobie” - zdanie Tomasza à Kempis [O naśladowaniu Chrystusa, ks. I, rozdz. 23]. [SB 20]
Sama nawet cnota pokory nie jest własnością człowieka, bo do tej cnoty zmusza go sama rzeczywistość rzeczy: uznanie – niezależnie od nas – naszej nędzy, upadku, słabości. [SB 20]
Błędy przeszłości zaczynają ciążyć w starości. – Ne reminiscaris, Domine, peccata nostra et parentum nostrorum [Nie pamiętaj, Panie, na występki moje albo rodziców moich – por. Tb 3,3]. [SB 20]
W Smoleńsku tylko o ślubach mowa; […] Tak tu się tłoczą do kościoła na te obrządki, że nie chciało mi się w tłum się wciskać i materialnie i moralnie, a mam słabość do obrządków kościelnych, tyle w nich doniosłości. – To błogosławieństwo chociażby nowego związku społecznego w połączeniu się dwóch osób, ileż myśli poważnych nasuwa. – Przypatrując się życiu rodzinnemu, w którym tyle jest poświęcenia się i zaparcia się, jakże nie stawić je wyżej od życia kawalerskiego, najczęściej samolubnego, w sobie skupionego i wszystko ku sobie nachylającego, a jeżeli w tym stanie trafi się coś uczynić dla krewnych czy bliźnich, to już uważamy to prawie za bohaterstwo, wówczas, kiedy to ostatnie jest na porządku dziennym ogniska domowego. – Naprawdę tylko chyba niemoc fizyczna, albo wyższe poświęcenie się dla dobra bliźnich, albo ofiarowanie siebie Bogu, mogą uwolnić od obowiązku utworzenia ogniska domowego, opartego na powyższej myśli i uświęconego błogosławieństwem kościelnym. [L 260 – do Feliksa Zienkowicza; Smoleńsk, 02.1874]
W nędzy życia mojego w cóż bym się obrócił, jeżelibym nie miał otwartych skarbów w Kościele Twoim, mój dobry Zbawicielu? Naucz mię korzystać z nich roztropnie i godnie, zwyciężać bojaźń i oglądanie się na ludzi, a wprost zmierzać do Ciebie, mając Ciebie jednego za cel i środek! Wesprzyj słabość ciała, a w niedostatku, na jaki dobroć i sprawiedliwość Twa mię obecnie skazują, naucz mię szukać zasługi w cierpliwości. [SB 20]
Boże, obdarz mię pokorna prostotą; niech się nie cenię wyżej nad to, co jestem i nie wydaję się na zewnątrz innym, jakim jestem przed Tobą, który przenikasz tajniki serca mojego! Niech oceniam pracę, talenty i cnotę bliźnich bez pochlebstwa, uniżenia się i zazdrości, ale w duchu prawdy, osobistej godności i nieudolnej miłości. [SB 21]
Wejrzyj, Panie, łaskawym okiem na te niedoskonałości spowiedzi, na nieuporządkowanie serca przed połączeniem się z Tobą w Najświętszym Sakramencie, na roztargnienie i rozproszenie umysłu po przyjęciu Ciebie. Zważ niedołężność moją i miej litość nade mną grzesznym, którego słabe siły nie mogą się zdobyć na prawdziwe akty wiary, nadziei i miłości. Zachowaj mię, Boże, w ciągłej Twojej obecności. – Kiedy te wyrazy kreślę, niech je kreślę przed Tobą, Trójco Ś-ta, przed Królową naszą i całym orszakiem świętych! [SB 21]
Wybierać ćwiczenia pobożne, przemawiające bardziej do serca, aniżeli do umysłu, przynajmniej w danym razie pierwszym oddawać pierwszeństwo. – Postarać się o dalsze przygotowanie do modlitwy. – We wszelkich sprawach mieć za ostateczny koniec połączenie się z Bogiem. – Tej jedności wszędzie i zawsze przestrzegać, bo ona jest końcem, do którego dążymy! [SB 22]
Jedna z pobudek nabożeństwa i miłości dla Maryi Panny: Opatrzności Bożej potrzebne było wcielenie się Boga dla odkupienia naszego. Bez cnót Maryi – nie byłoby naczynia wybranego, Bóg nie miałby gdzie zstąpić, nie byłoby odkupienia! O Maryjo, jakiż los nasz bez Twych zasług! Dlaczegoż tak mało Cię rozumiemy i tak mało kochamy? – Płaczmy nad naszą obojętnością! [SB 22]
Szanowna i droga Pani Ludwiko, Nadchodzące Święta Zmartwychwstania Pańskiego ocuciły mię z ospałości i zwróciły do pamięci o obowiązkach serca i towarzyskiej przyzwoitości. – Czas trawiony w jednostajnej pracy, myśl uwikłana w zamęt jednostajnych trosk, wprowadzają do pewnej nieczułości zewnętrznej; jeżeliby więc ten tryb życia powszedni nie zrywał się kościelnymi uroczystościami i przywiązanym do nich obyczajem, człowiek zamieniłby się pono w nieczułą machinę – co też bodaj niejednokrotnie się sprawdza w praktyce życiowej. […] Nie na próżno nam Kościół wystawia Matkę Najświętszą, jako Królową męczenników; widzieć cierpienie osób bliskich i nie móc zaradzić – wielkim jest utrapieniem. […] dzisiaj patrząc w kościółku na gromadkę osób, czołem pochylonych przed ołtarzem, otucha weszła w serce; może choć w modlitwie nam Bóg poszczęści. [L 264 – do Ludwiki Młockiej; Smoleńsk, 03.1874]
Z tego, co słyszałem po powrocie naszych wspólnych znajomych z Warszawy, uważam, że cierpienie moralne szkodliwie musi oddziaływać i na twoje zdrowie. Nie będąc w stanie przynieść Ci ulgę w twych troskach, mogę uciekać się tylko do modlitwy na twą intencję. […] Zaraz po Świętach wyjadę do Warszawy; z pewnym przerażeniem zabieram się do tej podróży i do zetknięcia się znowu z życiem towarzyskim i obowiązkowym. To życie, jakie pędziliśmy na wygnaniu i jakim ono jest w Smoleńsku, ma więcej cechę familijnych stosunków. – Mało od siebie wymagamy i pobłażamy sobie wzajemnie. Rozmiary jego drobniutkie, wyższych i rozleglejszych celów nie zakładamy. Szczęśliwa mierność, jak mówi Silvio Pellico – jeżeli tylko nie prowadzi do gnuśności. [L 265 – do Jakuba Gieysztora; Smoleńsk, 03.1874]
Moi drodzy bracie i siostrzyczko, Już to zapewne ostatni mój list do Was ze Smoleńska; naprawdę mógłbym już Wam osobiście Świąt powinszować, bo jużem zwinął moje tu zajęcia i bilet mam na wyjazd. Szlę jednak powinszowania me i życzenia listownie, nie ruszając się z miejsca, bo ten czas należy do Pana, i przyjemność towarzystwa z rodziną powinna ustąpić obowiązkom religijnym i obcowaniu z Bogiem. – Odbyły się tu rekolekcje, w czasie których, wczora mianowicie, niemałego, ale miłego rozproszenia mi napędził przyjazd Henryka Nitosławskiego. Możesz wyobrazić, Wiktorku, jak serdecznie witałem tego dawnego przyjaciela. [L 267 – do Masi i Wiktora Kalinowskich; Smoleńsk, 03.1874]
Być zawsze panem siebie i umieć kierować sobą według prawideł rozumu i Wiary jest to naszym zadaniem w życiu. – Jeżeli za młodu do tego się wprawisz, na starość jak znajdziesz, mówi polskie dawne przysłowie. [L 269 – do Jerzego Kalinowskiego; Smoleńsk, 04.1874]
Po dziesięciu latach wygnania udzielone mi zostało pozwolenie powrotu do kraju, właściwie tylko do Królestwa Polskiego, wyłączono bowiem w amnestii Litwę i Ruś. Zawdzięczam to ułaskawienie w części generałowi Niepokojczyckiemu, naczelnikowi generalnego sztabu w Petersburgu, z którym łączyło nas pewne powinowactwo i do którego wstawiennictwa przed naczelnikiem Tajnego Wydziału, generałem Szuwałowym, śp. żona brata mego Wiktora sama się udała osobiście; w części zaś, jakem się o tym później dowiedział, księciu Eugeniuszowi Lubomirskiemu, który mi sam o tym powiedział w czasie mego pobytu w Krakowskiem. [W 199]
Najdroższy Ojcze, Zwlekałem przesłanie Ci wiadomości o sobie, nie mogąc przyjść rychło do porządku. Dzisiaj już zrzuciłem ze siebie część urzędowych, towarzyskich i osobistych kłopotów, i stanąłem na tym, żeby nie odrzucać propozycji czynionej mi zajęcia za granicą w Paryżu [wychowawcy księcia Augusta Czartoryskiego], z wynagrodzeniem wynoszącym 4000 franków rocznie, przy całym utrzymaniu . Parę lat pracy pozwoli mi zaoszczędzić trochę gotowego grosza, a wtedy łatwiej o zdobycie sobie stanowiska według myśli. […] powoli jednak posuwają się papiery z biura do biura, wypada więc cierpliwie się zachować i przetrwać jeszcze miesiąc, a może i dłużej w Warszawie. Nie ma tu wielkich przeszkód w znalezieniu zajęcia czy nauczycielskiego, czy nawet inżyniernego, ale zważywszy znakomite korzyści pobytu za granicą, gdzie będę miał zręczność przypomnienia dawnych i nabycia nowych wiadomości, trzymam się pierwszego projektu, przeciw któremu Mama, w liście do mnie, żywo powstaje. [L 271 i 272 – do ojca; Warszawa, 04-05.1874]
Podobało się Aleksandrowi [Oskierce] na mnie wskazać i w imieniu księcia Władysława zapytywał, czy się zgodzę na zajęcie tej posady. Zachęcał, abym nie odmawiał. Jeżelibym wtedy chciał się rządzić rozumowaniem ludzkim, wypadało wręcz odmówić. Wychowany na Litwie, kształcony następnie w dziedzinie całkiem nie pedagogicznej w Petersburgu, zajęty później pracą w wydziale inżynierii, na koniec rozbitek syberyjski, jak bym się okazał, po tylu różnorodnych przejściach, w Paryżu, w domu książąt Czartoryskich, złączonych przez związki małżeńskie z domem królewskim, […] Pominąłem jednak te wszystkie rozumowania i warunkowo (wówczas bowiem nie miałem prawa do powrotu do kraju) na przyjęcie posady się zgodziłem. Nie mogąc na razie Panu Bogu w zakonie się poświęcić, układałem sobie plan po kilku latach pracy zamiar ten od tylu chowany lat w czyn na koniec wprowadzić. [W 200-201]
Bolesne chwile przeto, patrząc na to, spędzić mi wypadło, a wobec własnych niemałych zawikłań i braku środków materialnych chwile, czyli te kilka miesięcy, które wypadło spędzić w Warszawie, zdawałyby się mi bardziej uciążliwe niż same za krajem wygnanie. Czerpały się siły jedynie w ucieczce do Sakramentów świętych i przez modlitwę szukania spokoju w uspokojeniu Bożym. […] W Warszawie zaczynali wówczas osiedlać się wygnańcy Rusi i Litwy. Nie wolno im było wracać do rodzinnych swych ognisk. Oprócz rodziny Aleksandra Oskierki spotkałem tu Jakuba Giejsztora, Czechowicza z dziećmi, Siesiccy Mieczysławowie też przybyli. […] Nie zważając na pobyt, już na ojczystej glebie, wszyscyśmy wyglądali jak rozbitki, szukający gniazda dla spoczynku. Zaledwie niektórzy tylko weszli w tor życia miejscowego. […] Mało nawet było łączności i wspólności towarzyskiego życia i każdy swą biedę po swojemu dźwigać musiał. [W. 201-202]